Komentarz do Bożego Słowa na 12 Niedzielę

XII NIEDZIELA ZWYKŁA

Jr 20, 10-13; Ps 69; Rz 5, 12-15;

Mt 10, 26-33

Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie bójcie się ludzi. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach! Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

 

Pismo Święte podaje często stronice trudne… Między tymi trudnymi kartami znajdują się też niektóre fragmenty „wyznań” Jeremiasza. Są one echem tajemnicy Bożej, która wstrząsnęła jego ludzkim życiem. Pismo Święte wspomina często o doznaniu rozczarowań tych ludzi, których Bóg „uwiódł”: pokusa porzucenia – jak u Mojżesza (Wj 32), zniechęcenie Eliasza (1 Krl 19), przygnębienie Jonasza (Jon 4), gorzkie rozczarowanie Jeremiasza (Jr 20), nie mówiąc już o dramacie Hioba. Bóg powołał Jeremiasza na proroka, lecz on z powodu swej nieśmiałości i wrażliwości zupełnie nie czuł się na siłach do podjęcia tego zadania. Czy Jeremiasz uległ buntowi, czy też poddał się Boskiemu Uwodzicielowi? Jest pewne, że Bóg nie zmiażdżył jego wolności. Ostatecznie Jeremiasz pozwolił się uprowadzić i oddał się Temu, który jedynie ma prawo posiąść go całkowicie. Przezwyciężył swoje opory, ponieważ wiara i zaufanie do Boga były w nim silniejsze od strachu, który go powstrzymywał. Powierzywszy swoją sprawę Panu, Jeremiasz doświadczył Jego podtrzymującej mocy. Obietnica Pana pozostaje niezmienna: to On podtrzymuje tych, którzy Mu służą: „Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą” (Jr 20, 11).

            O tym winni pamiętać głosiciele Dobrej Nowiny, którzy wypełniając dzieło powierzone im przez Jezusa i świadcząc o Nim, spotykają się z tego powodu z krytyką i prześladowaniami. Jezus chciał przygotować swoich apostołów na to, co ich czeka, gdy po rozesłaniu udadzą się, aby głosić Dobrą Nowinę. Mówił o tym, co czeka również nas – i każdego Jego ucznia – jeśli będziemy śmiało przepowiadać Jego orędzie. Zapewnił jednak, że w dziele głoszenia Dobrej Nowiny Jego uczniowie nie muszą się nikogo bać. Jezus podał powody, dla których lęk nie powinien mieć do nas dostępu.

            Pierwszym z nich jest moc głoszonego orędzia (Mt 10, 26-27). Ewangelia jest mocą Bożą, a ci, którzy ją głoszą, otrzymają nagrodę za swój trud i cierpienia. Mogą napotkać sprzeciw, a nawet prześladowania, ale motyw kryjący się za tym sprzeciwem zostanie ujawniony w dniu sądu, podobnie jak wierność tych, którzy przepowiadają Dobrą Nowinę. Jezus zwraca uwagę apostołów na konieczność przepowiadania (10, 26n) i na wierność Jego osobie (10, 32n). Na pierwszym planie stawia Boga, Jego nieodzowność do zbawienia ludzi oraz troskę o ich prawdziwe dobro (10, 28-31). Uważa On, że w każdej sytuacji działanie powinno być zdominowane i określone przez rzeczywistość Boga, ponad którego nie ma nic droższego, którego woli nic nie umknie, który troszczy się o swoich z ojcowską miłością.

            Jezus trzykrotnie powtarza z mocą: „Nie bójcie się!” (10, 26.28.31). Strach rodzi się z zagrożenia i z niemożności pokonania go. Pokazuje zbliżające się niebezpieczeństwo, które może spowodować szkody, poniżyć, sprawić ból lub zranić. Jezus wie, że zagrożenia są silniejsze od nas i nie możemy przed nimi uciec, obronić się. Boimy się stracić swoją twarz, pozycję, spokój, dobrobyt, swoje życie i rodzinę. Wszystko, co do nas należy i co jest nam drogie, podlega zagrożeniu – nie możemy tego obronić własnymi siłami. Wszystko, co do nas należy, naraża nas na rany i straty, staje się źródłem zagrożenia, szantażu i strachu.

Od chwili wezwania Bożego skierowanego do Abrahama nie przestają rozlegać się w sercu każdego z powołanych te słowa Boże: „Nie bój się: Ja jestem z tobą”. Jezus powtórzył je z większą niż kiedykolwiek mocą w chwili, gdy rozsyłał swoich apostołów na ewangelizację. Jezus powiedział uczniom: Nie bójcie się! Nie pozwalajcie opanować się lękowi, stając się niewierni wobec swego zadania, by zbawić własne życie. Nie pozwalajcie zamknąć się w milczeniu! To, co Mistrz im objawił, apostołowie mają głosić otwarcie i jasno, publicznie i za dnia. Nie powinni przemawiać po kryjomu, ponieważ orędzie ze swej natury chce być słyszane.

Jezus nie daje uczniom żadnych gwarancji, że nie dotknie ich niebezpieczeństwo. On otwiera apostołom oczy. Chce pokazać rzeczywiste niebezpieczeństwa i wartości, a w konsekwencji, jakie powinno być jedyne sensowne postępowanie. Wszystko to wypływa ze znajomości Boga i Jego relacji do ludzi. Powraca ona znowu jako punkt centralny. Wezwanie do przepowiadania i do nieustraszonego wyznawania wiary jest logicznym uwieńczeniem, tym, co odczytać można z istoty i działania Boga.

            Lęk nie powinien mieć dostępu do apostołów też dlatego, że ludzkie groźby i sprzeciw nie są w stanie odebrać nam życia Bożego (Mt 10, 28). W drugim wezwaniu Jezus domaga się odwagi także w obliczu najwyższej i nieodwołalnej szkody, jaką możemy ponieść, tj. wobec śmierci. Nasze dalsze życie lub jego zakończenie może zależeć od ludzi. Niemniej jednak Jezus przypomina, że śmierć jest rzeczywistością przedostatnią; życie doczesne nie jest najwyższym dobrem, a śmierć nie jest najwyższym złem. Ludzie, mimo swej mocy zabijania, nie mają żadnego istotnego wpływu na zbawienie czy potępienie. W tej dziedzinie kończy się władza ludzka i zaczyna teren wyłącznej władzy Boga. Jezus wzywa do odwagi nie dlatego, że Bóg powstrzyma ludzi i przeszkodzi im w zabijaniu, ale ponieważ ludzie zabijając nie są w stanie choćby minimalnie wpłynąć na ostateczne zbawienie, na nasze życie wieczne z Bogiem. Jednocześnie Jezus wzywa do bojaźni Bożej, ponieważ tylko od Niego zależy nasz ostateczny los, życie wieczne lub wieczna udręka. Nie chodzi tutaj o lękanie się Boga, lecz o proste i pełne szacunku dostosowanie się do sytuacji. Życie doczesne nie jest najwyższą wartością i dlatego nie powinniśmy pragnąć zachowania go za wszelką cenę. Najwyższą wartością jest nasz związek z Bogiem i Jego wolą; temu powinniśmy odważnie poświęcić nasze życie. Im bardziej zdajemy się na Boga, tym wolniejsi jesteśmy wobec ludzi i ich działania.

            Wreszcie, Bóg, nasz Ojciec – który z taką miłością zaplanował nasze życie i strzeże go – z pewnością nas podtrzyma i da potrzebne łaski i odwagę do głoszenia Jego słowa w każdej sytuacji. Bóg tak bardzo troszczy się o nas i tak dobrze zna nas, że nawet włosy na naszej głowie są policzone (Mt 10, 29-31). Jezus objawia Boga jako Ojca, który troszczy się o każdy najdrobniejszy szczegół naszego życia. Nawet śmierć jednego wróbla nie jest Mu obojętna. O ileż bardziej zatem musi dbać o nas, swoje ukochane dzieci! Tak ważne jest dla Niego nasze dobro, że nawet najmniejsza strata – choćby jednego włosa (a przecież tracimy ich wiele każdego dnia, nawet tego nie zauważając) – nie umknie Jego uważnemu spojrzeniu.

            W świetle miłości Ojca nie musimy się niczego obawiać. W ten sam sposób każdy z nas może ufać naszemu Ojcu, który jest w niebie. Kiedy ogarnia nas lęk, nie poddawajmy się mu, ale przypomnijmy sobie, że Bóg jest naszym Ojcem, i uciekajmy się pod Jego opiekę. Warto zastanowić się nad tym, z jaką czułością spogląda Bóg na każdego z nas, jak bardzo smuci się z powodu naszego cierpienia – także tego spowodowanego przez nasz własny grzech. Bóg kocha nas naprawdę i chce, abyśmy z Nim przebywali. Zaprasza nas dziś, abyśmy porzucili zwątpienie i zawierzyli Mu całe swoje życie.

            Jezus wzywa uczniów do odważnego głoszenia Jego orędzia (10, 27). Domaga się od nich także pełnego zaufania do swej osoby (10, 32). Muszą oni świadczyć o bezwarunkowej przynależności do Niego oraz wierze w Jego naukę, która jest przede wszystkim orędziem o Ojcu niebieskim. Od tego zależy, czy Jezus w owym dniu opowie się za nimi przed Bogiem, oraz decyzja Boga – Jego Ojca – o ich zbawieniu lub potępieniu (10, 28). W ten sposób Jezus na nowo objawia swą wyjątkową pozycję i autorytet. Od naszego postępowania wobec Niego zależy sąd Boga nad nami, czyli nasz wieczny los. O tym nie zapominajmy!

ks. dr Ryszard Kempiak