Komentarz do Słowa Bożego na 20 Niedzielę

XX NIEDZIELA ZWYKŁA

Iz 56, 1.6-7; Ps 67; Rz 11, 13-15.29-32;

Mt 15, 21-28

Jezus podążył w okolice Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała: “Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: “Odpraw ją, bo krzyczy za nami”. Lecz On odpowiedział: “Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela”. A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła: “Panie, dopomóż mi”. On jednak odparł: “Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”. A ona odrzekła: “Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów”. Wtedy Jezus jej odpowiedział: “O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!” Od tej chwili jej córka była zdrowa.

Bóg nie wyklucza nikogo. Słyszeliśmy w czytaniu z Księgi Izajasza: „dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów” (Iz 56, 7). Ta prawda jest powtarzana wiele razy na kartach Pisma Świętego, a historia kobiety kananejskiej jest wyjątkowym świadectwem miłości Boga do wszystkich ludzi i do każdego narodu.

            Kananejczycy byli zwyczajnie wrogo nastawieni do narodu wybranego, który przepędził ich z powodu ich pełnego okrucieństwa, dzikiego pogaństwa. Reprezentowali pozostałości dawnego zdemoralizowanego pogaństwa. Jezus przekroczył granicę…, podążył w stronę Tyru i Sydonu, a więc pogańska ziemia będzie mieć udział w posłudze Jezusa. Tyr i Sydon wywołują skojarzenie miast dumnych i napuszonych. O ile określenie „kananejska” może wskazywać na prymitywne pogaństwo, to Tyr i Sydon podsuwają nam raczej obraz zuchwałości, miast dumnych, pyszniących się swoją potęgą, miast bez Boga.

            Wtedy nadeszła kobieta, która pochodziła z „tamtych okolic”. Kobieta wyłania się zatem z bardzo mrocznego tła, pochodzi z ludu pogrążonego w pustce, pozostającego w niewoli bóstw. Mimo że była cudzoziemką i żyła w środowisku, gdzie jej pozycja społeczna różniła się od pozycji Żydów mniej więcej w takim stopniu, jak pozycja dzieci od pozycji psów w normalnej rodzinie, zdecydowała przyłączyć się do Jezusa. Ta kobieta znała swoje miejsce. Wiedziała, że jako kobieta, nie powinna zwracać się publicznie do mężczyzny i jako poganka, nie powinna zbliżać się do Żyda. Ale w Jezusie było coś, co wzbudziło jej wiarę i nadzieję, coś, co kazało jej przyjść do Niego z niecodzienną prośbą. Kiedy usłyszała, że do jej miasteczka przybył Jezus, zapewne bardzo się uradowała. Prawdopodobnie słyszała opowieści o cudach, których dokonywał, być może słyszała, że ludzie nazywają Go prorokiem. Wiedziała, że nikt poza Nim jej nie pomoże. Zbliżając się do Jezusa, zdesperowana, ale nie pozbawiona nadziei, zawołała: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha” (Mt 15, 22). Oto krzyk nędzy człowieka, krzyk, który wyraża jednocześnie wielką wiarę kobiety z Kanaanu. Oto krzyk matki, modlitwa piękna, szczera i poruszająca. Kobieta kananejska w tej modlitwie błagalnej, nie tylko przyszła do Jezusa załatwić swoje sprawy – jej córkę opętał zły duch, ale wyznała publicznie wiarę w to, że On Jezus z Nazaretu jest Panem, obiecanym Mesjaszem. Okazała się przez to jedną z cudzoziemców, „którzy się przyłączyli do Pana, …ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami” (Iz 56, 6).

Znane nam jest powiedzenie Jezusa: „Wszystko, o co będziecie prosić, będzie wam dane… pukajcie, a będzie wam otworzone…” Stąd co najmniej dziwne wydaje się zachowanie Jezusa, który nie odezwał się do owej kobiety ani słowem, nie odpowiedział na jej modlitwę. Nastąpiła cisza, nieznośne milczenie Boga w obliczu zła, w obliczu cierpienia. Jakże nie zapytać w takiej sytuacji: Dlaczego milczysz Panie, kiedy triumfuje zło, i dokąd będziesz milczał? Dlaczego, Panie, dlaczego tak często zdajesz się nie odpowiadać, kiedy prosimy Cię, abyś nas od czegoś uwolnił? W takich sytuacjach współczesny człowiek ma pokusę aby myśleć: Gdyby Bóg istniał, nie pozwoliłby na to, i bywa, że stwierdza: Bóg nie istnieje.

Jezus milczał. Jednakże kobieta ufała Jemu. Wierzyła Mu. Jej wiara – jak widać – nie zależała od przejściowych korzyści, łask, od tego, czy Jezus odpowie dobrze, czy wyjdzie jej naprzeciw, czy zwróci na nią uwagę; była tak bardzo pewna Jezusa, że nie zniechęciła się, trwała z godnym podziwu uporem i cierpliwością. Krzyczała nadal tak głośno, że interweniowali uczniowie: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami.” Może jesteśmy oburzeni postawą uczniów. Ale nie rzucajmy w nich pochopnie kamieniami. Czy możemy powiedzieć, że w obliczu niezrozumiałego cierpienia my sami nigdy nie mieliśmy chęci zatkać sobie uszu, czy nie baliśmy się pustki, braku odpowiedzi na pojawiające się pytania? Czy można mieć do nich żal za to, że usiłowali ochronić swój spokój, kiedy wydawało się, iż sam Jezus odrzuca tę kobietę?

Wreszcie Jezus powiedział, że został posłany „tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela” (Mt 15, 24). Po milczeniu więc odmowa. Pytamy: dlaczego, Panie? Dlaczego zdajesz się odmawiać, wiemy przecież, że masz czułe serce, że przyszedłeś, aby zbawić wszystkich ludzi? Jednakże kobieta nie pozwoliła się odepchnąć ani zniechęcić. Nie uciekła się do buntu ani do bluźnierstwa. Wprost przeciwnie, kobieta nalegała z wiarą: „A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi!” (Mt 15, 25). Godna podziwu natarczywość.

Jezus zwrócił się do niej i tym razem wprost ją odepchnął wypowiadając twarde słowa: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom.” Czyżby, podobnie jak biblijny Jakub, kobieta ta musiała walczyć do końca, aby wyrwać Bogu Jego błogosławieństwo? Z siłą wiary, która nie boi się żadnego upokorzenia, modliła się nadal, jakby chciała powiedzieć: nie przestanę się modlić, posunę się aż do końca: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów” (Mt 15, 27). Poruszony pokorą kobiety i jej przekonaniem, że ma On moc uzdrowić jej córkę, Jezus wynagrodził jej wiarę (Mt 15, 28). W ten sposób poganka otrzymała błogosławieństwo Jahwe, Boga Izraela: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz.” Tak, to właśnie chciał osiągnąć Jezus: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara!”

Jezus ogranicza się tylko do wypełnienia określonej misji, którą otrzymał od Ojca. To za pośrednictwem ludu Izraela inne ludy będą miały dostęp do Przymierza, do stołu Bożego, do chleba Bożego. Jednak dzięki wierze tej poganki otwarła się przed nami wielka nadzieja. Chociaż Jezus dobrowolnie ograniczył się do owiec, które zginęły z domu Izraela, to jednak pozwala nam przeczuć przystąpienie pogan do Kościoła.

Kobieta kananejska uświadamia nam, że nikt nie jest daleko od miłości Bożej. On każdego z nas powołał do życia, wezwał po imieniu i spogląda na nas z miłością i czułością. Czy zasłużyliśmy na tę miłość? Nie. I wcale nie musieliśmy. Przyjmijmy tę prawdę i pozwólmy, by przez wiarę kształtowała ona nasze życie.

Warto też przy tej okazji zadać sobie pytania: Dlaczego mamy szczęście posiadać wiarę, dlaczego jesteśmy uprzywilejowani, zaproszeni, aby spożywać chleb dzieci Bożych?

Moc Boża i Jego błogosławieństwo nie ograniczają się jedynie do narodu wybranego; wszystkie obietnice Boże są dostępne także dla nas, dzisiaj. Oddając chwałę Bogu, jak to uczyniła kobieta kananejska, możemy codziennie stawać w obecności Jczusa-Uzdrowiciela. Tak samo jak ona możemy doświadczyć w naszym życiu wypełnienia się pełnego miłości planu Boga, który chce nas uwolnić od naszych wrogów. Wołajmy zatem do Pana: „Niech Ciebie, Boże, wysławiają ludy, niech wszystkie narody dają Ci chwałę!” (Ps 67, 4).

            I jeszcze, niektórzy chrześcijanie już w czasach pierwotnego Kościoła, zaczęli się wynosić pychą i wywyższać nad lud Izraela. Mówili sobie: „my mamy wiarę w Jezusa, oni natomiast nie przyjęli Chrystusa jako Zbawcy; my możemy wobec tego chlubić się otrzymanym zbawieniem, a na nich możemy patrzeć z góry”. Takim chrześcijanom odpowiadał z przyganą Apostoł Paweł: „Nie wynoś się… nie pysznij, ale trwaj w bojaźni.” Jest prawdą, że jako chrześcijanie zostaliśmy obdarzeni wielką łaską wiary w Jezusa Chrystusa. Ale otrzymana łaska nie powinna być nigdy tytułem do zarozumiałości lub pychy. „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę; a to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił” (Ef 2, 8-9).

            Świadomi jesteśmy, że nasza wiara jest jednak ciągle słaba i jakże chwiejna. Bóg chce swój dar w nas rozwijać i umacniać. Powinniśmy więc przyjmować jak najczęściej postawę kobiety kananejskiej: „Panie, dopomóż mi!” Panie, dopomóż nam. Dopomóż nam wyznać wiarę w Ciebie bez względu na reakcje środowiska. Nawet wtedy, gdyby na pozór wydawało się, że Ty sam jesteś przeciw nam. Wiemy, że jeśli przekroczymy próg nadziei, niezawodnie usłyszymy: niech się stanie, jak chcesz.

ks. dr Ryszard Kempiak sdb