Komentarz do Słowa Bożego na 30 Niedzielę

XXX NIEDZIELA ZWYKŁA

Wj 22, 20-26; Ps 18; 1 Tes 1, 5c-10;

Mt 22, 34-40

Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: “Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy”.

            Jan Paweł II, u progu trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa, przypomniał nam, iż mamy poznawać Jezusa Chrystusa! Wiemy, że można Go poznawać przede wszystkim z kart Ewangelii, które odsłaniają „niezgłębione bogactwo Chrystusa” (Ef 3, 8). Do szczególnych tekstów ewangelicznych należą te, które opisują spotkania Jezusa w Ewangeliach z różnymi osobami. Każde spotkanie jest charakterystyczne i niepowtarzalne. Ludzie rozmaicie reagowali na Jezusa. Byli również tacy, którzy zamykali się na prawdę Jezusa, na naukę, na wymagania. Wczytując się w opisy spotkań z Jezusem, tak żywo odmalowane w Ewangeliach, łatwo możemy odnaleźć niejeden rys naszego z nimi podobieństwa. Typy ludzi są poniekąd ponadczasowe, a sytuacje ich życiowe pod pewnym względem mogą się w nas powtarzać. Dzisiaj Ewangelia zaprasza nas, abyśmy przyjrzeli się spotkaniu Jezusa z uczonym w Prawie.

Przywołując „uczonego w Prawie”, rodzą się w nas negatywne skojarzenia. Gdyż zwykle mamy na myśli tych, którzy zajmując się badaniem Ksiąg Świętych nie potrafili w Jezusie rozpoznać oczekiwanego Mesjasza. Uczeni w Prawie wraz z faryzeuszami prezentowani są w Ewangeliach jako ludzie sprzeciwiający się Panu Jezusowi i Jego nauczaniu. Czy ten negatywny osąd o uczonych w Prawie jako o ludziach sztywno trzymających się żydowskiego Prawa jest prawdziwy? Oczywiście, jak zawsze nie wolno uogólniać, bo przecież znamy z Nowego Testamentu takich, którzy byli otwarci na poszukiwanie prawdy, jak Nikodem czy Szaweł z Tarsu.

            Pozostaje niezaprzeczalną prawdą fakt, że pomiędzy uczonymi w Piśmie znajdowali się ludzie chełpiący się umiejętnością czytania świętych tekstów przy jednoczesnej pogardzie dla ludu, który nie zna Prawa. Niebezpieczeństwo koncentracji na znajomości samych tylko słów świętych tekstów, bez wejścia w głębię ich znaczenia, grozi również każdemu współczesnemu bibliście. Zawsze istnieje dla nich realne zagrożenie, że słowa Pisma Świętego staną się wyłącznie warsztatem pracy, sposobem na życie lub techniką, ograniczoną do umiejętności zastosowania odpowiednich reguł interpretacji. Słowa Pisma Świętego nie dają się jednak zacieśnić i ograniczyć. Treść Pisma Świętego jest nośnikiem „Prawdy”, która ukrywa się poza literą. Jest ona dostępna dla tych, którzy wierzą w prostocie serca oraz dla tych, którzy w „starym” potrafią odkryć „nowe”, a w „nowym”, to co „stare”.

Właśnie uczony w Prawie zbliżył się do Jezusa i wystawiając Go na próbę, zapytał: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” Przez usta tego eksperta przemówiła stara religia, która lubiła teoretyczne dyskusje. Jezus nie dał się jednak wciągnąć w akademickie dysputy. Nie uznawał gry słów. Uczony w Prawie przyszedł po to, aby dyskutować, debatować, argumentować. Stara kultura religijna chciała rozmawiać. Uczonemu w Prawie i faryzeuszom, nie chodziło o przykazanie, które obejmowałoby wszystkie inne. Ale o to: w jaki sposób w codziennym życiu zachować wszystkie Boże nakazy? Czy słaby człowiek może zachować całe Prawo i osiągnąć zbawienie? Co w tym wszystkim jest najważniejsze? W judaizmie istniało wiele różnych przepisów. Prosty człowiek gubił się w gąszczu przepisów. Nie wiedział, co w końcu jest dozwolone, co zabronione. A więc o rozstrzygnięcie tego problemu uczony w Prawie poprosił Jezusa. Jak On odpowie?

Jezus nie odmawia spotkania z uczonym w Piśmie, ale skupił się w nim na tym, co istotne; nie pozwolił na abstrakcyjne dywagacje. Zmierzał do sedna problemu! I dlatego odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem.” Jezus odwołując się do Księgi Powtórzonego Prawa (Pwt 6, 4-5), przypomniał zasadniczą powinność miłowania Boga. Jest ona przypomniana przez Jezusa z wyjątkowym naciskiem, ponieważ jest to najmądrzejsza odpowiedź, jakiej człowiek może udzielić wobec dobrodziejstw Bożych. „Będziesz (…) miłował Pana, Boga twojego z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6, 5). Oczywiście niektórzy pytają: dlaczego Bóg nakazuje, aby Go kochać? Czy można rozkazywać sercu? Dlaczego ten kategoryczny imperatyw: będziesz miłował? Otóż, Bóg „żąda” kochania, gdyż człowiek wtedy odpowiada mu najwspanialszym otrzymanym darem. Właśnie tak! Miłość jest tym, co człowiek ma najcenniejszego, aby wyrazić wzajemność Bogu, a poza tym Bóg dobrze wie, że człowiek spełnia się całkowicie tylko wtedy, gdy zobowiązuje się odpowiedzieć Jemu miłością.

            Tekst Księgi Powtórzonego Prawa (6, 5), który Jezus uczynił swoim, podaje trzy wskazówki, dotyczące konkretnego wyrażania miłości: „z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił.” Trzykrotne powtórzenie słowa wszystkie (całe) jest sygnałem, że mowa tutaj o radykalizmie miłości: nie kochamy do pewnego stopnia, nie kochamy bardzo lub nie bardzo, ani zależnie od okoliczności. Kochamy z całkowitym oddaniem, w pełni i na zawsze. Miłość jest więc wyrażana za pośrednictwem wszystkich władz człowieka: serca, duszy, sił; Mateusz wymienia serce, duszę i umysł (Mt 22, 37). Kochać należy więc głębią nas samych, poczynając od najintymniejszego wnętrza (serce), całością swej istoty (dusza), całym dynamizmem swego poznania (umysł) i z całą energią, do jakiej zdolny jest człowiek (siła). Kochać Boga coraz bardziej…, bardziej niż wczoraj. To jest stałym obowiązkiem człowieka.

Uczony nie pytał dalej. Jezus jednak dodał, że drugie przykazanie podobne jest do pierwszego: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.” I zakończył: „na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.” W ten sposób Jezus ściśle połączył ze sobą miłość Boga i miłość bliźniego i dał do zrozumienia, że nie wolno przykazań tych rozdzielać oraz że to drugie przykazanie jest jedynym sprawdzianem, jaki oferuje Nowy Testament, stanowiący o tym, czy kocha się Boga.

            Oto przed nami więc bogata w treść stronica Ewangelii. Trudno wyobrazić sobie bardziej zobowiązujące od tych teksty święte i bardziej angażujące życie chrześcijańskie. Całe bowiem nasze ziemskie istnienie powinno być aktem miłości do Boga i do drugiego człowieka.

            Rozmowa Jezusa z uczonym w Piśmie trwa nadal – właśnie tu i teraz. Bo chyba jak ten uczony w Piśmie, nie jeden raz zbliżamy się do Jezusa, aby od Niego otrzymać wyjaśnienia na nurtujące również i nas pytanie: „Które przykazanie w Prawie jest największe?” Odpowiedź jaką daje Jezus jest ciągle taka sama: „Będziesz miłował Pana Boga swego …. Będziesz miłował swego bliźniego…” Nie można miłować Boga bez miłości do człowieka.

            Przykazanie miłości Boga i bliźniego jest drogowskazem na życie. Ci, którzy postawili na realizację tego przykazania, przyznają jednak, iż nie jest to takie proste. Łatwiej nam mówić wielkie słowa o miłości, lubimy śpiewać o miłości, lubimy filmy i książki, które ukazują nam miłość, w blasku słońca, w atmosferze radości i optymizmu. W dobie relatywizmu warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czym właściwie jest miłość. Wielu ja powszechnie kojarzy ze spontanicznością, porywem serca, pełnią ciepłych uczuć. Takie symptomy towarzyszą miłości, ale jej nie wyczerpują. A czasami nawet rujnują, jeśli poddamy się tzw. tyranii uczuć i emocji. Wielokrotnie z miłości robimy to, czego nie chcemy. Nie chcemy iść do kościoła, ale idziemy, bo kochamy Boga. Przykazanie miłości Boga było dla Izraelity pierwszym wśród 613 przykazań. Jest ono i dla chrześcijanina pierwsze spośród wszystkich przykazań. Chodzi tu o miłość bezwarunkową, to znaczy taką, dla której należy poświęcić wszystko. Drugim przykazaniem jest przykazanie miłości bliźniego. Ta miłość jest uwarunkowana, bo bliźniego trzeba kochać po pierwsze w Bogu, czyli zgodnie z Jego wolą, po drugie tak, jak siebie samego. Dopóki nie kocham siebie, dopóty moja miłość będzie pod znakiem zapytania.

            W miłości bliźniego również grozi nam tyrania uczuć. Przyjrzyjmy się temu: podoba nam się ktoś i wiążemy się z nim, przestaje nam się podobać, wiążemy się z kimś innym. Kiedy coś zaczyna nas nużyć, porzucamy to, bez względu na konsekwencje. Właśnie przez tyranię uczuć, przez niepoddanie uczuć wartościom wyższym, głęboko ranimy ludzi.

Sługa Boży Jan Paweł II wołał w roku 1999 do młodzieży zebranej w Lednicy: „Miejcie odwagę żyć dla miłości”. Wszystkim uczniom Chrystusa potrzebna jest dzisiaj odwaga, aby kochać Boga z całego serca, całej duszy, ze wszystkich sił, a bliźniego jak siebie samego. Tylko wtedy będziemy wiarygodnymi świadkami Królestwa, które nadchodzi, i będziemy umieli przemieniać oblicze ziemi, na której żyjemy tak, aby stawało się bardziej ludzkie, a dzięki temu też bardziej boskie.

Dziękujemy Bogu za dar dzisiejszego SŁOWA, które pozwala nam zrozumieć, że przykazanie miłości jest największym i pierwszym przykazaniem, a na nim opierają się wszystkie zasady postępowania. Św. Augustyn po odkryciu tej prawdy powiedział krótko: MIŁUJ BOGA I CZYŃ, CO CHCESZ. Piękno tej miłości jest bowiem tak wielkie, że ten, kto go doświadczył, nie uczyni niczego, co naruszałoby jego harmonię.

ks. dr Ryszard Kempiak sdb