Komentarz do Słowa Bożego 6 Niedziela Zwykła

VI NIEDZIELA ZWYKŁA

Kpł 13, 1-2.45-46; Ps 32; 1Kor 10, 31-11,1;

Mk 1, 40-45

Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił ze słowami: „Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

            Każda Eucharystia jest uprzywilejowanym miejscem i czasem słuchania Słowa Bożego. Jesteśmy zaproszeni do zatrzymania się nad tekstami zaczerpniętymi z Pisma Świętego, zaś z Pismem Świętym jest tak, jak z jakimś obrazem będącym arcydziełem sztuki. Ktoś wpatrując się w niego może sobie stawiać rozmaite pytania. Np.: Na jakim płótnie obraz został namalowany? Jakich farb do niego użyto? Jakiej techniki? Czyim on jest dziełem? W jakim czasie powstał? Ile razy w ciągu swej historii był odnawiany i co przy tej okazji do niego domalowywano? Są to wszystko pytania uzasadnione i na miejscu, nie wyraża się w nich jednak najwłaściwsza postawa, z jaką winniśmy stawać przed dziełem sztuki. Każde dzieło sztuki woła o jedno: o kontemplację i zachwycenie się tym, co ono przedstawia; o wchłonięcie w siebie i wzbogacenie się treścią, którą pragnie nam przekazać. Podobnie Pismo Święte! Zajmując się nim można pytać o wiele rzeczy, ale jedynym słusznym podejściem do Pisma Świętego jest to, które wyraża się w pytaniu: Co Bóg w tym słowie, które czytam, dziś chce do mnie powiedzieć? Taka postawa jest postawą wiary, że Biblia zawiera wiecznie aktualne słowo Boga dane Kościołowi, czyli konkretnie nam wierzącym.

            Dopóki czytamy Ewangelię jako zbiór opowieści z czasów Pana Jezusa, niewiele rozumiemy. Dla wielu, jest najważniejsze w Piśmie Świętym to, czy dane opowiadanie jest aby historyczne. Wszystko inne jest drugorzędne. Takie podejście jest jednak błędne. Nasze uwrażliwienie na to, czy Biblia rzeczywiście opowiada historyczną prawdę – i biada jej, jeśli tego nie robi – powoduje, że Biblia rzeczywiście się przed nami zamyka. Oczywiście Ewangelie opowiadają o wydarzeniach historycznych; ludzie, o których opowiadają Ewangelie to określone osoby, które mają swoje imiona. Jednak to coś więcej. Bohaterowie wydarzeń biblijnych reprezentują każdego człowieka. Tak Ewangeliści rozumieli wydarzenia z życia Jezusa, tak wszyscy święci czytali Ewangelię. Ewangelie mówią o zbawczym dziele Jezusa, nie tylko tym, które spełnił przed dwoma tysiącami lat, ale i tym, które spełnia dzisiaj w każdym z nas. Gdy czytamy Ewangelię w taki sposób, staje się ona aktualna i jest źródłem coraz to nowego zadziwienia.

            Również trędowaty z przeczytanej Ewangelii reprezentuje każdego z nas. W przekazie biblijnym i w całym judaizmie trąd był uważany za największe nieszczęście, jakie mogło spaść na człowieka. Wykluczał chorego całkowicie ze społeczności. Sam cierpiący na trąd zobowiązany był ostrzegać ludzi z daleka przed zbliżeniem się do niego. Prawo Mojżeszowe dawało taki przepis w stosunku do trędowatych: Człowiek dotknięty plagą trądu będzie miał rozdarte szaty i włosy na głowie w nieładzie; zasłoni on brodę i będzie wołał: „Nieczysty, nieczysty”. Dopóki będzie dotknięty tą zarazą, będzie uważany za nieczystego. Będzie mieszkał w odosobnieniu, poza obozem” (Kpł 13, 45-46). Za czasów Jezusa wyłączenie trędowatych ze społeczeństwa było uregulowane w ten sposób, że nie mogli oni przebywać na terenie Jerozolimy i innych miast mających starożytne mury. W innych miejscowościach mogli przebywać, ale żyli w całkowitym odosobnieniu. Spotkanie z trędowatym czyniło nieczystym. W tekście ewangelicznym trędowaty nazywa trąd „nieczystością”. Nie mówi do Jezusa: „Jeśli zechcesz, możesz mnie uzdrowić”, ale: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić”. W oczach Żydów trąd był dolegliwością, którą Bóg karze grzeszników. Gdy Miriam, siostra Mojżesza, mówiła źle o Mojżeszu i podniosła bunt przeciw niemu, Bóg ukarał ją, zsyłając na nią trąd. Trąd wskazuje na grzech. To dlatego tak nam łatwo rozpoznać siebie w trędowatym. Trądem grzechu wszyscy jesteśmy dotknięci. Toteż mądrze postąpimy, przyglądając się nieco bliżej trędowatemu z Ewangelii i okolicznościom uwolnienia go od nieczystości.

            Pierwsze, co zauważamy u trędowatego to jego świadomość bycia trędowatym. To wydaje się oczywiste. W rzeczywistości tak nie jest. W pierwszym stadium trądu nie tak łatwo rozpoznać symptomy. Nawet wówczas, kiedy choroba postępuje, bywa tak, że się przymyka na to oczy i nie chce jej dostrzec. Pierwsze, co powinniśmy uczynić, to przyznać, że jesteśmy nieczyści, że jesteśmy grzeszni. Bo niestety wszyscy mamy skłonność do życia w iluzjach. Trudno nam zdemaskować starego człowieka i rozpoznać w sobie grzesznika. O wiele łatwiej dostrzec grzech w drugich… Projektujemy własny egoizm na innych, to, czego nie chcemy uznać w sobie, przenosimy na nich. Pierwszym krokiem do wyzwolenia jest przyznanie, że jest się chorym.

            Druga uderzająca sprawa u trędowatego to jego wiara, że Jezus może go uzdrowić. „Jeżeli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Dobrze jest mieć świadomość własnej grzeszności, ale z tą grzesznością musimy pójść do Jezusa, z wiarą, że On może nas oczyścić. Grzech może wieść do zgorzknienia, braku odwagi i rozpaczy; może nas też jednak poprowadzić do Jezusa. To my podejmujemy decyzję. Z całym brzemieniem naszej grzeszności możemy zdać się ufności. Im cięższy jest grzech, tym głębiej możemy zaufać. Nic nie może nas odłączyć od miłości Chrystusowej, nawet grzech. Tak, na chwilę, na tę chwilę, kiedy popełniamy grzech. Jednak zaraz potem możemy zwrócić się do Jezusa.

Trzecia sprawa, której możemy się nauczyć z dzisiejszej Ewangelii to ta, że wiara osiąga to, czego oczekuje. Opowieść Marka jest szczególnie sugestywna. Trędowaty mówi do Jezusa: „Jeżeli chcesz, możesz mnie oczyścić”. I Jezus odpowiada: „Chcę, bądź oczyszczony!” Jezus daje na miarę wiary. Gdy oczekujemy małych rzeczy od Jezusa, to otrzymamy małe. Oczekujemy rzeczy wielkich, to otrzymamy wielkie. W Ewangelii powraca jak refren: „Twoja wiara pomogła ci”. Jezus chce, abyśmy wierzyli w Jego miłość. Ważne są słowa psalmu: „Tyś mą ucieczką i moją radością”… – to piękne wyznanie wiary.

            Patrząc na siebie oczyma wiary, mimo świadomości, że jesteśmy grzeszni, podejmujmy wysiłek wierności, tak abyśmy nie byli „zgorszeniem ani dla Żydów, ani dla Greków, ani dla Kościoła Bożego” (1 Kor 10, 32), jak nam przypomniał św. Paweł. Pouczenie wydaje się bardzo proste, ale w praktyce mamy z tym spore kłopoty. Po prostu „nie będąc zgorszeniem” dla nikogo, możemy stać się światłem w ciemności świata, wskazującym innym bezpieczną drogę do Chrystusa Jezusa.

            Paweł mówi tu, że zostaliśmy wezwani do miłowania wszystkich – nie tylko tych, którzy myślą podobnie jak my, lecz również ludzi o poglądach odmiennych od naszych. Jak do tego dojść? Wcześniej w tym samym liście Paweł pisał, że stał się „wszystkim dla wszystkich”, żeby „ocalić przynajmniej niektórych” (1 Kor 9, 22).

            Bycie wszystkim dla wszystkich nie znaczy, że mamy stać się ludźmi, zmieniającymi swoje poglądy w zależności od środowiska, w którym się znajdujemy. W rzeczywistości jest wprost przeciwnie. Pozostając sobą, mamy kochać innych tak, jak kocha ich Chrystus. Nie żądać od nich, aby byli inni, niż są. Traktować ich natomiast z takim współczuciem i zrozumieniem, z jakimi sami jesteśmy traktowani przez Jezusa.

            Wzorujmy się na Jezusie, najbardziej kochającym ze wszystkich, którzy kiedykolwiek chodzili po ziemi. On kochał wszystkich bezwarunkowo. Jakże inny byłby dzisiejszy świat, gdyby każdy z nas naprawdę kochał bliźniego jak siebie samego!

            I tak na koniec, nie dziwmy się trędowatemu, że wbrew zakazowi Pana, rozgłaszał i opowiadał o tym, co się stało. A czy my, którzy jesteśmy odbiorcami tylu łask od Pana, potrafimy czynić podobnie? Czy potrafimy, tak zwyczajnie, prosto, bez specjalnych okazji, opowiadać i rozgłaszać to, co Pan czyni dla nas? Czy stać nas na odwagę, by dawać świadectwo o Jego dobroci? Przecież już tyle razy oczyszczał każdego z nas z trądu grzechu. Czy rozgłaszamy i opowiadamy o Jego miłosierdziu, które nie zna granic?

ks. dr Ryszard Kempiak sdb