Komentarz do słowa Bożego 2 Niedziela W.Postu

DRUGA NIEDZIELA PRZYGOTOWANIA PASCHALNEGO

Rdz 22, 1-2.9-13.15-18; Ps 116; Rz 8, 31b-34; 

Mk 9, 2-10

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.

Liturgia Słowa poprzedniej niedzieli wezwała nas do odnowienia, u początku czasu przygotowania paschalnego, podstawowego wyboru – wyboru Boga. Jeśli podjęliśmy to wezwanie, to znajdujemy się w pozycji gotowej do dalszej drogi. Słowo, które dzisiaj usłyszeliśmy, pragnie zaprosić nas do przyjęcia LOGIKI WIARY, gdyż opowiedzenie się za Bogiem winno być kroczeniem drogą wiary, musi – jeśli jest szczere i autentyczne – przekładać się na konkretne czyny wiary. Bo ta – „bez uczynków jest martwa”... We wszystkich trzech czytaniach jest podejmowana tematyka wiary, aby nam przypomnieć, że doświadczenie wielkopostne powinno być okazją do weryfikacji, do wzrostu i do pogłębienia wiary, która ma być fundamentem naszego życia chrześcijańskiego.

22 rozdział Księgi Rodzaju jest tekstem tajemniczym i trzymającym w napięciu. Jest tekstem, który dociera do granic wytrzymałości i zrozumienia: oto ojciec podnosi rękę na jedynego syna, chociaż w końcu go nie zabija! Znajdujemy w tymże rozdziale pierwszej księgi Starego Testamentu dramatyczną opowieść, której szczęśliwe zakończenie nie daje wszakże odpowiedzi na pytania cisnące się wręcz na usta: Dlaczego takie żądanie Boga? Czy było nieuniknione, żeby do tego doszło? Opis próby wiary Abrahama jest opowieścią, która uważnemu czytelnikowi wyda się bardzo niepokojąca, niezrozumiała i trudna do przyjęcia. Cała narracja zaczyna się od charakterystycznego zwrotu: „Po tych wydarzeniach wystawił Bóg Abrahama na próbę” (w. 1). „Te wydarzenia” to seria dobrodziejstw, jakich Bóg wcześniej udzielił swemu słudze. Abraham ufał Bogu, którego znał z nieskończonej wręcz dobroci względem siebie. I teraz ten sam Bóg powiedział do Abrahama: „Weź twego syna jedynego, którego miłujesz (…), idź do kraju Moria (…) i tam złóż go w ofierze” (22, 2). Słowa te są przerażające. Stajemy tu przed czymś, co jest wprost niewyobrażalne. Bóg temu staremu, ponad stuletniemu człowiekowi, którego jedyną nadzieją na tym świecie był jedyny, oczekiwany przez całe dziesięciolecia syn, nakazuje tegoż syna zabić własnymi rękami. Bóg zdaje się być Bogiem żądającym stanowczo za wiele, domagającym się ofiary zbyt wielkiej…

Od samego początku narracji czytelnik dowiaduje się, że „Bóg wystawił Abrahama na próbę” (w.1). Tylko Abraham o tym nie wiedział. Zamiarem Boga nie było zabicie Izaaka, ale poznanie Abrahama, a dokładniej mówiąc jego wiary. Pytamy: Dlaczego ta „próba wiary”? Odpowiedź jest tylko jedna: wiara Abrahama jest dla Boga czymś najważniejszym. Próba ma swój cel. Abraham w tym bolesnym doświadczeniu okazał się wiernym i posłusznym „poleceniu” Boga. To wszystko uczyniło go nieśmiertelnym przykładem wiary biblijnej.

Ale my mimo wszystko, myślimy: Jak to jest możliwe? Tymczasem jest możliwe. Zarówno skrajne żądanie Boga, jak i posłuszeństwo, które wstrząsa i przeraża, mimo że stoi u źródeł Historii Zbawienia.

Podobne doświadczenia na drodze kroczenia za Jezusem przeżyli Apostołowie. Oni, tak jak Abraham uwierzyli, zostawili wszystko i wszystkich dla Jezusa. I oto, pewnego razu, zaraz po wyznaniu wiary przez Piotra: „Ty jesteś Mesjaszem” (Mk 8, 29) Jezus oznajmił, że „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć, że będzie odrzucony, że będzie zabity…” Starajmy się zrozumieć duchowe położenie Apostołów. Słowa Jezusa stały się dla nich zaskoczeniem i rozczarowaniem. Chcieli oni w Jezusie widzieć narodowego, zwycięskiego Mesjasza. Tymczasem On, zamiast poprowadzić ich do sukcesu, ku chwalebnemu ustanowieniu królestwa Bożego, zaczął im otwarcie mówić o wielkich cierpieniach, o krzyżu… Trudno było cokolwiek z tej sytuacji zrozumieć. Stawiali sobie pytanie: czy rzeczywiście Jezus jest Mesjaszem? Jak miłość może zwyciężać przez krzyż? Jak klęska może być zwycięstwem?.. Oto pytania, które niepokoiły apostołów, bliskich zwątpienia i upadku. Co w tej trudnej sytuacji uczynił Jezus? Wziął ze sobą Piotra, Jana i Jakuba i zaprowadził ich osobno na górę. „Góra” stała się dla Apostołów uprzywilejowanym miejscem spotkania z Bogiem. Wchodząc na nią zmuszeni byli pozostawić świat codzienności, swoich przyzwyczajeń i oczekiwań, także w odniesieniu do Boga. Tam Jezus przemienił się na ich oczach. Bóg tym trzem, którzy będą świadkami Jezusowej agonii w Getsemani, odsłonił na chwilę w blasku Przemienienia rąbek przyszłej Jego chwały i objawił im: „To jest mój Syn umiłowany…”. Jednocześnie Apostołowie zostali zachęceni przez samego Boga do słuchania i akceptowania tego, co mówi Jezus, nie tyle ze względu na treść i jakość tego, co Jezus mówi, lecz ze względu na to, kim jest Jezus. Liczy się osoba Jezusa. Nakaz milczenia, który pojawił się po zakończeniu objawienia, miał na celu uniknięcie fałszywych konsekwencji: pomimo chwalebnego przemienienia Syn człowieczy musi przebyć drogę krzyża. Uczniowie nie umrą wraz z Jezusem, natomiast po Jego zmartwychwstaniu staną się świadkami także Jego przemienienia. W czasie chrztu, gdy Jezus wszedł między grzesznych ludzi, Bóg zwracając się tylko do Jezusa (Mk) objawił go jako swego umiłowanego Syna. Obecnie czyni to wobec trzech uczniów, w obecności Eliasza i Mojżesza, i wobec Jezusa.

            Oblicze Chrystusa przemienionego zachwyciło Apostołów, powiemy, że zaspokoiło ich pragnienia, pasowało do ich wizji, marzeń i aspiracji. Tych samych Apostołów w Getsemani oblicze Chrystusa upokorzonego, cierpiącego przeraziło, gorszyło. Apostołowie nie rozpoznali Chrystusa cierpiącego. Nie odpowiadał ich oczekiwaniom. Trzeba, abyśmy odnowili i umocnili wiarę, aby wiernie trwać przy Chrystusie, którego odkrywamy w prawdzie na kartach Ewangelii, a nie w własnej wyobraźni.

            Przemienienie to objawienie miłości, to szczyt, na który zostaliśmy wszyscy zaproszeni. Droga na górę przypomina nam, że mamy podjąć trud wędrówki, czujności i wierności. Prawdziwa, wewnętrzna przemiana bez Chrystusa jest niemożliwa. Dlatego Bóg Ojciec nam przypomniał: „JEGO SŁUCHAJCIE!” Kogo słuchamy w naszym życiu, komu jesteśmy posłuszni? W Wielkim Poście ważne jest abyśmy wracali do pytań najprostszych, tych, które mogą być stłumione w wirze codziennych spraw. Komu jesteśmy posłuszni? Jakiej sprawie podporządkowane jest nasze życie? Bóg Ojciec wzywa nas, abyśmy słuchali Syna, byli Mu posłuszni nie tylko na górze PRZEMIENIENIA, w dniach pogodnych i pomyślnych. Sprawdzianem posłuszeństwa, wierności są chwile ciężkie, gdy trzeba się zaprzeć samego siebie, by iść dalej za Chrystusem. Jeśli jesteśmy posłuszni Bogu tylko wtedy, gdy nam to odpowiada, trudno taką postawę nazwać prawdziwym posłuszeństwem. Jeśli z Ewangelii bierzemy to, co nam się podoba, trudno taką postawę nazwać życiem wiary.

            Przemienienie Jezusa dla Apostołów, a następnie dla Kościoła było ważnym wydarzeniem, które pozwoliło odkryć, kim tak naprawdę jest Jezus Chrystus. Kontemplowanie tej prawdy ma umacniać – bo spotkanie z Bogiem „twarzą w twarz” właśnie to sprawia, umacnia. Chowajmy w sercu wszystkie doświadczenia bliskości Boga, tak jak to uczynił Kościół przechowując w swojej pamięci scenę z wysokiej góry w Galilei.

            Rozważając tajemnicę Przemienienia Jezusa, prośmy o światło poznania zamiarów Bożych; o siłę, o umocnienie na czas doświadczeń, przeciwności i wszelkiego trudu związanego z kroczeniem za Chrystusem. Pamiętajmy, że do Królestwa prowadzi droga przemienienia. Każde spotkanie z Panem – to w świetle Góry Przemienienia i to w ciemności Golgoty – sprawia, że stajemy się inni. Coraz bardziej odarci i ogołocenia z tego, co nasze, z niedorzecznych planów, fałszywych wyobrażeń, nierealnych tęsknot, a coraz bardziej otwarci na dar nowego życia w Bogu i dla Boga.

Nie zapominajmy też o słowach pokrzepienia, które na czas zwątpień i upadków, kieruje do nas św. Paweł: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?.. Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał?..” Boża bliskość, której uczniowie doświadczyli na Górze Przemienienia, miała umocnić ich wiarę i wlać odwagę w drodze za Mistrzem. Nie musimy zazdrościć wybranym Apostołom. Także i nam daje Bóg od czasu do czasu takie uszczęśliwiające i umacniające chwile… Nie zapominajmy jednak, że chociaż takie stany są palcem Bożym, są także w większym jeszcze stopniu przygotowaniem na drogę, którą trzeba będzie przebyć za Panem do Jerozolimy. Obyśmy idąc za Nim nie zdezerterowali…

ks. dr Ryszard Kempiak sdb