Komentarz do Słowa Bożego 4 Niedziela W. Postu

CZWARTA NIEDZIELA PRZYGOTOWANIA PASCHALNEGO

2 Krn 36, 14-16.19-23; Ps 137; Ef 2, 4-10; 

J 3, 14-21

Jezus powiedział do Nikodema: „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu”.

Przekroczyliśmy półmetek czasu przygotowania paschalnego. W naszym zbliżaniu się do Paschy towarzyszy nam Boże Słowo, które przypomina nam najważniejsze etapy historii zbawienia, która jest jedną wielką historią miłości. Wsłuchując się w tę historię, mamy uświadomić sobie, że jest ona historią całej ludzkości, a więc także i naszą.

Dzisiejsze pierwsze czytanie (z Drugiej Księgi Kronik) jest fragmentem katechezy historycznej. Taki rodzaj katechezy miał przypominać, że mimo głupstw i występków ludzkich Bóg nie odstępuje od swego planu zbawienia. Nic nie jest w stanie położyć tamy Bożym zamiarom. Konkretnie, autor natchniony nawiązuje najpierw do króla Babilonii Nabuchodonozora, który zdobył Jerozolimę, splądrował świątynię oraz deportował lud do Babilonii. Następnie, do króla perskiego Cyrusa, który uwolnił po 40 latach wszystkich wygnańców, pozwolił im powrócić do Jerozolimy i odbudować świątynię i wznowić kult Boga Jahwe. Wszystko po to, aby przypomnieć, że najpierw lud Przymierza nie przestawał urągać Bogu. Mnożyli nieprawości, naśladując wszelkie obrzydliwości narodów pogańskich i bezczeszcząc świątynię, którą Pan poświęcił w Jerozolimie”. Bóg bez wytchnienia wzywał do przemiany: albowiem litował się nad swym ludem i nad swym mieszkaniem”. Niestety, w odrzuceniu miłości Boga, w łamaniu przymierza naród wybrany posunął się tak daleko, że szydzili z Bożych wysłańców (proroków), lekceważyli ich słowa i wyśmiewali się z Jego proroków… aż do tego stopnia, iż nie było już ocalenia”. I oto zjawiło się nieszczęście: zburzenie świątyni, wygnanie, niewola…

            Do tego trudnego czasu oczyszczenia, nawiązuje psalm responsoryjny (Ps 137). Psalmista znajduje się na wygnaniu w Babilonie nad rzekami, to znaczy nad Tygrysem i Eufratem i ich kanałami. Nie może już śpiewać, ponieważ jest daleko od świątyni, więc zawiesił instrumenty muzyczne na wierzbach. W Izraelu mówiono, że kiedy przeżywa się żałobę, należy zawiesić instrumenty muzyczne i zasłonić je, bo kiedy doznaje się bólu, nie można mieć radości muzyki. To ciemne milczenie jest znakiem sądu Bożego. Prorocy twierdzili, że gdy Bóg zaczyna sąd, to sprawia, że milknie śpiew oblubieńca i oblubienicy. Tak więc Izrael milczał, nie modlił się. Kaci w Babilonii dręczyli Żydów, zmuszając ich, żeby śpiewali swoje pieśni, a oni odmawiali, bo ich pieśni nie były śpiewami folklorystycznymi, ale były pieśniami świętymi. Słyszeliśmy wezwanie, które oni kierowali do samych siebie: Niech uschnie moja prawica. Niech mi język przyschnie do gardła.” Język służy do śpiewu, prawa ręka do gry. Kiedy doznaje się bólu, to tak jakby się było sparaliżowanym.

Ale nadeszła godzina ocalenia: w miłosierdziu, które nie zna granic, Bóg posłał wybawiciela, który uwolnił wygnańców i pozwolił odbudować świątynię. Przymierze zostało odnowione. Nie zapominajmy, że kochający Bóg to, nie ten, który na wszystko pozwala, wszystkie wybryki usprawiedliwia. Czy naprawdę tak trudno pojąć, że to byłoby zaprzeczeniem miłości? Ja wszystkich, których kocham” – wyznaje Bóg w Apokalipsie – karcę i ćwiczę”. Śpiewaliśmy: Kościele święty, nie zapomnę ciebie. Bóg nie może się obyć bez miłości. Miłość należy do Jego istoty. Niestety, wielu ludzi współczesnych ciągle wątpi w prawdziwą Miłość. Co więcej, Miłość nie jest kochana. Kochamy wciąż za mało i stale za późno. I dlatego, w świętym czasie przygotowania paschalnego, jesteśmy zaproszeni, aby – tak jak Nikodem – pójść na spotkanie z Jezusem. Tym bardziej, że tak samo jak on – dzięki Janowi Ewangeliście – byliśmy świadkami wydarzenia, o którym liturgia nam przypomniała tydzień temu (por. J 2, 13-22). To ono pchnęło Nikodema ostatecznie do rozmowy z Jezusem. Chodzi o reakcję Jezusa w świątyni, z której wyrzucił On handlarzy. Nikodem należał do tych, którzy zrozumieli, przeczuwali, że w ich świątyni pojawił się ktoś, kto zmienia porządek rzeczy, kto przesuwa punkt ciężkości w wizji przeżywania wiary. Nikodem zobaczył w Jezusie wyjątkowego człowieka. Doświadczył, że Bóg jest z Nim. I poszedł na spotkanie z Jezusem. Poszedł nocą, ale tej dziwnej pory nie wybrał przypadkowo. Czasami noce są najlepsze na spokojne i szczere rozmowy. Jezus sprawiał wrażenie, jakby czekał na niego od dłuższego już czasu. Warto podkreślić sposób, w jaki rozmawiał z Jezusem Nikodem. On nastawił się na słuchanie. Niewiele mówił, a jeśli zabierał głos, to najczęściej stawiał pytanie. Prawie każde jego zdanie było pytaniem. Jego pytania dają dużo do myślenia. Pytał o rzecz najważniejszą: o własne duchowe odrodzenie. Przy tym był ujmująco prosty, szczery i otwarty. Pomyśleć, że rozmawiał z Jezusem człowiek zaliczany do najznakomitszych i najmądrzejszych spośród ludu!

Nikodem najpierw usłyszał, że musi na nowo narodzić się – z Ducha, a to zmienia kompletnie logikę życia. Trzeba zaprzestać ubóstwiania własnego wysiłku, budowania świętości jedynie własnymi rękami. Trzeba – jak dziecko – zaufać Bogu, który w trzy dni może odbudować to, co człowiek budował przez 46 lat (por. J 2, 20). Trzeba zaprzestać skupiania się na sobie i skupić się na Duchu, który jest jak wiatr – wieje, kędy chce. Nikodem miał, w trakcie spotkania z Jezusem, przykładną odwagę i zasługę wyznać, i to dwukrotnie, że nie rozumie tego, co mówi Jezus. Co więcej, przyjął zdziwienie Chrystusa: Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz?” (J 3, 10) Dzięki swej otwartości na słowo Jezusa dowiedział się od Niego – choć z pewnością nie od razu wszystko pojął – o cudownych rzeczach na temat Bożej miłości do świata (zob. J 3, 11-17). Jezus mówił Nikodemowi o potrzebie podwyższenia Syna Człowieczego i odniósł obraz z Księgi Liczb do siebie: I jak Mojżesz podwyższył węża na pustyni, tak potrzeba podwyższyć Syna Człowieczego, aby każdy wierzący w Nim miał życie wieczne”. W tym kontekście pojawiło się też zdanie: tak Bóg umiłował świat, że Syna Jednorodzonego dał, aby każdy, kto wierzy w Niego, nie zginął, lecz miał życie wieczne”.

            Nikodem, słysząc takie słowa, z pewnością odszedł szczęśliwy. Pora nocna – zaznaczona wyraźnie przez autora czwartej Ewangelii – dodatkowo podkreśla to, co wydarzyło się w czasie spotkania: przejście Nikodema z ciemności do światła.

            Jeśli zbliżymy się do Jezusa, to i my mamy szansę przejść z ciemności do światła. Ważne są pytania: Dla kogo żyjemy? Dokąd biegniemy? Czy dostrzegamy na swojej drodze krzyż Chrystusa, który ciągle mówi o największej Miłości, o Tym, który do końca nas umiłował?

Usłyszeliśmy niesamowite słowa, które streszczają całą Ewangelię… Bóg tak umiłował świat, że wydał swojego Syna Jednorodzonego, aby każdy, kto wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Ten, który zapisał te słowa, był owego wieczoru piątkowego u stóp krzyża. Był jedynym z grona Apostołów. Od tego czasu przez więcej niż 70 lat nie przestał wciąż widzieć i mówić o dowodzie miłości Boga, złożonym przez Jego Syna. Apostoł to przeżył. I pragnął, abyśmy i my to przeżywali. Dla nas również napisał swoją Ewangelię, abyśmy uwierzyli, że Bóg jest Miłością.

Tę prawdę przypomina nam św. Paweł podkreślając, że całe zbawienie pochodzi z miłości Boga: Bóg będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków…, przywrócił do życia”. Ten dar Boży jest zupełnie darmowy: trzykrotnie święty Paweł mówi o łasce – o nieskończonym bogactwie łaski. Rezultat przekracza wszystkie nasze oczekiwania: Słowa narastają jesteśmy zbawieni” (powtórzone trzy razy), zmartwychwstaliśmy z Jezusem…”, „będziemy z Nim królować w niebie”. Zbawienie nie jest niedbałą, byle jaką naprawą, która skleja rozbite cząstki. Grzesznik staje się nowym stworzeniem.

            Wiemy, że razem z Jezusem podwyższono dwóch ludzi. Jeden z nich nawet Boga się nie bał”. Drugi również całe życie lekceważył prawa Boskie i ludzkie, ale wiedział, że ta sprawiedliwość go dosięga: odbieramy słuszną karę za uczynki” – śmierć. Nawrócenie pozwoliło mu usłyszeć obietnicę: Dziś ze Mną będziesz w raju”.

            Wszyscy, czy chcemy, czy nie, stajemy przed obliczem Jezusa podwyższonego na krzyżu. W świetle krzyża okazuje się prawda naszego życia – dobre było czy złe. Krzyż Jezusa stoi podwyższony. „Tak, Bóg umiłował świat…” Żyć dla Boga, miłować Boga, to przede wszystkim czynić dobro. To przemieniać świat na lepszy, sprawiedliwszy, piękniejszy. Miłość Chrystusa przynagla nas… Czy czujemy się przynagleni miłością Chrystusa? Do działania, do czynienia dobra, do miłości, do tego, aby wyjść ze swojej skorupy i żyć nowością życia, które otrzymaliśmy od Chrystusa? Jesteśmy nowym stworzeniem, stworzonym po to, aby budować nowy świat – cywilizację miłości.

ks. dr Ryszard Kempiak sdb