Komentarz do Słowa Bożego 5 Niedziela Wielkanocna

V NIEDZIELA WIELKANOCNA

Dz 9, 26-31; Ps 22; 1 J 3, 18-24; 

J 15, 1-8

Jezus powiedział do swoich uczniów: “Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.

            Zwyczajnie, dzisiejszą niedzielą zamykamy TYDZIEŃ MODLITW O POWOŁANIA DO SŁUŻBY W KOŚCIELE. Pamiętając o poleceniu Jezusa: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo!” (Mt 9, 37), silnie odczuwamy potrzebę modlitwy o powołania kapłańskie i do życia konsekrowanego. Nie dziwi nas to, że tam, gdzie ludzie modlą się żarliwie, obserwujemy rozkwit powołań. Świętość Kościoła zależy najbardziej od zjednoczenia z Chrystusem i od otwartości na tajemnicę łaski, która działa w sercach wierzących.

            Sługa Boży Jan Paweł II w przesłaniu do osób konsekrowanych przekazanym na Jasnej Górze podczas pielgrzymki do Ojczyzny w 1997 roku, zachęcając wszystkich do zaangażowania się w dzieło nowej ewangelizacji, czyli nawracania ochrzczonych, skierował między innymi następujące słowa: „Żyjemy w czasach duchowego chaosu, zagubienia i zamętu, w których do głosu dochodzą różne tendencje liberalne i laickie, często w sposób otwarty wykreśla się Boga z życia społecznego, wiarę chce się zredukować do sfery czysto prywatnej, a w postępowanie moralne ludzi włącza się szkodliwy relatywizm. Szerzy się obojętność religijna. Nowa ewangelizacja jest pilną potrzebą chwili także w ochrzczonym przed tysiącem lat narodzie polskim.” I przy tych słowach podkreślił to, co należy do istoty zagadnienia: „Chociaż niezwykle doniosłe są wielorakie dzieła apostolskie, jakie spełniacie – to przecież najbardziej podstawowym dziełem apostolskim pozostaje zawsze to, czy (a zarazem kim) w Kościele jesteście. Duszą nowej ewangelizacji jest głębokie życie wewnętrzne, ponieważ tylko ten, kto „trwa” w Chrystusie przynosi owoc obfity” (por. J 15, 5).” Tutaj Jan Paweł II odwołał się do słów Ewangelii Jana, do fragmentu, który został nam dzisiaj przypomniany. Jest on zaczerpnięty z rozmowy Jezusa z uczniami, złożonej ze zwierzeń, pouczeń i poleceń, którą nazywa się zazwyczaj „mową pożegnalną” (por. J 13, 31; 17, 26) albo „testamentem duchowym”.

Dla ukazania więzi ucznia z Chrystusem św. Jan Ewangelista posłużył się obrazem winnego krzewu, którego charakterystyczną cechą jest owocowanie. Bóg Ojciec występuje tutaj jako gospodarz winnicy. On właśnie ustanawia Jezusa Chrystusa ośrodkiem zbawienia. Przynależność do Chrystusa lub odcięcie się od Niego decyduje o przyszłości, o eschatologicznym losie człowieka. To Ojciec troszczy się o swoją winnicę, dogląda ją, opiekuje się, odcina latorośle, które nie przynoszą owocu, „a tą która przynosi owoc oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy” (w.2). Oczyszczenie latorośli, czyli chrześcijan, którzy są zjednoczeni z Chrystusem, dokonuje się przez doświadczenia i próby. Główny akcent spoczywa na „trwaniu w Jezusie”, czego potwierdzeniem i skutkiem jest przynoszenie owoców. To „trwanie” dokonuje się w wierze i nie posiada wymiaru statycznego, ale jest to proces dynamiczny i ciągły. Uczeń Jezusa przez wiarę zostaje pobudzony do wypełniania uczynków, przez co zostaje oczyszczony. Źródłem i gwarantem dynamicznego rozwoju życia duchowego chrześcijan jest nieustanne trwanie w Jezusie. To zjednoczenie z Chrystusem („winnym krzewem”) ma swoje konsekwencje praktyczne w sposobie postępowania. Uczeń Jezusa poza szczepem winnym Ojca nic nie może uczynić, nie może przynieść owocu, przez co skazany jest na bezpłodność w życiu nadprzyrodzonym wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami. Trwanie i wytrwanie w Chrystusie staje się naczelną zasadą życia chrześcijańskiego i jedności wspólnoty chrześcijańskiej.

W Ewangelii według św. Jana czasownik trwać” wyraża odpowiedź człowieka na inicjatywę Boga. „Trwać” wskazuje na coś więcej niż więź powierzchowną, okazjonalną, prowizoryczną. To coś więcej niż zwykła bliskość; wyraża głęboką rzeczywistość, trwały związek, żywotną wymianę. Chodzi o trwanie w Jego słowie (por. J 8, 31). Słowo nie może być zatem tylko czymś zewnętrznym. Trzeba, aby zostało przyswojone, aby stało się zasadą kierującą postępowaniem człowieka. W ten sposób uczeń zakorzenia się w świecie prawdy i wolności. Wszystko to dokonuje się pod znakiem wzajemności: „Wytrwajcie we mnie, a Ja [będę trwał] w was. […] Jeśli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was…”.

            Jeśli Kościół szuka oparcia „gdzie indziej” – w sile, we władzy, w sukcesie, w liczbach, w prestiżu, w bogactwie, w dyplomacji, we wspaniałych budowlach – nie będzie winnicą Pana. W nieunikniony sposób będzie skazany na jałowość. Jedynym bezpiecznym miejscem dla Kościoła jest solidne zakorzenienie w Chrystusie, w mocy Jego słowa – ubogiego, bezbronnego, odrzuconego, wyśmianego. Jeśli ten podstawowy warunek nie jest spełniony, wszystko inne nawet jeśli na zewnątrz wydaje się atrakcyjne – staje się dwuznaczne i niebezpieczne. Kościół, który żyje wyłącznie Ewangelią i dla Ewangelii, nie musi się bać przeszkód i sprzeciwów, z jakimi spotyka się na swojej drodze. Kościół szanowany, oklaskiwany, „chroniony”, budzący strach, ryzykuje, że za owe „przywileje” zapłaci zdradą Ewangelii i straci swoje autentyczne oblicze.

            Jezus przypomina dzisiaj o jeszcze jednej powinności – o „przynoszeniu owocu”. W kilku wersetach wyrażenie to pojawia się aż sześć razy. Kościół nie jest rodzajem rośliny ozdobnej. Owocowanie nie jest dla latorośli czymś dodatkowym. Jest racją jego istnienia. Owoc nie jest ozdobą winnicy. Jest jej podstawową powinnością. Jezus wyraźnie podkreśla: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić”. Płodność Kościoła nie jest wynikiem mniej lub bardziej wyrafinowanych metod technicznych, nie jest owocem dokumentów wypracowanych w specjalistycznych pracowniach, dobrze zorganizowanej propagandy, ludzkich rachunków, myślenia „według ciała”, jego znaczenia politycznego, doskonałej organizacji. Płynie ona wyłącznie z zakorzenienia w słowie Bożym, w gotowości „zatopienia się” w tajemnicy Chrystusa.

            Podkreślam jeszcze raz zdecydowane oświadczenie Jezusa: „beze Mnie nic nie możecie uczynić”. Chodzi tutaj o jedno z najbardziej radykalnych stwierdzeń w całej Ewangelii. Jezus nie mówi: „Beze Mnie wasze rezultaty będą raczej mizerne”. Nic z tych rzeczy! Jezus mówi: „nie osiągniecie nic”, a nie: „osiągniecie tylko trochę”. Każda inicjatywa poza Chrystusem, jest bezowocna. Każda praca bez Niego, jest niepotrzebnym wysiłkiem. Poza Nim to tylko pozór życia, a nie realne życie. Chodzi tutaj o podstawowe prawo Kościoła. Stajemy wobec nakazu życia w wierze. Albo budujemy nasze życie na Jezusie, albo Kościół buduje na sobie samym, licząc na ludzkie wsparcie, a to znaczy, że buduje na „pustce”.

            Tylko z Chrystusem jesteśmy w stanie owocować, a to oznacza – mówiąc słowami św. Jana z dzisiejszego drugiego czytania – praktykowanie miłości. Tylko bowiem praktykując miłość, czyli postępując tak jak postępował Jezus, możemy być rozpoznani przez „świat” jako uczniowie Chrystusa. Owocować to w praktyce dla nas miłowanie czynem i prawdą, a nie tylko słowem i językiem (por. 1 J 3, 18). Św. Jan pragnie, aby miłość objawiła się w konkretnym czynie wobec potrzebującego brata. Dla niego miłość nie jest sentymentalnym współczuciem, litością, czy sympatią, ale ofiarą. Autor przynagla nas wierzących do działania: „Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą” (1 J 3, 18). Apostoł wyciąga wniosek, że nie należy opowiadać o swej miłości do Boga i braci, bowiem miłość nie zadowala się bezproduktywnym słowem, ale trzeba ją karmić i objawiać czynem. Konkretne uczynki postawione są ponad najwznioślejszymi deklaracjami. Okazywana w czynie i prawdzie miłość wobec braci prowadzi chrześcijan do wspólnoty z Bogiem, który jest źródłem naszej miłości, gdyż sam jest miłością (zob. 1 J 4, 8). Nie można zatem trwać w miłości – Bogu (zob. 1 J 4, 16) inaczej, jak tylko „postępując tak jak On postępował” (1 J 2, 6).

            Dobrze to rozumiał św. Paweł, który z prześladowcy stał się Apostołem Chrystusa. Dla wspólnoty w Jerozolimie był on w pewnym sensie kimś obcym. Wszedł on do Kościoła z zewnątrz. Nie należał do pierwszej grupy chrześcijan. Nie żył z Jezusem ani Go nie znał w czasie Jego ziemskiego życia. Nie był naocznym świadkiem wydarzeń paschalnych i nie był obecny w czasie zesłania Ducha Świętego w dniu pięćdziesiątnicy. Z punktu widzenia prawno-instytucjonalnego nie mógł poszczycić się żadną rolą czy tytułem. Wyruszając na misję nie posiadał żadnych listów polecających (por. 2 Kor 3, 1-2) i nie powoływał się na żadną władzę apostolską. Jednym słowem, Paweł był człowiekiem wykraczającym poza schematy, nie dającym się sklasyfikować, odstającym od normalności. Co więcej, ciążyła na nim czarna plama przeszłości, bo prześladował chrześcijan. A więc nic dziwnego, że chrześcijanie patrzyli początkowo na tego neofitę z odrobiną nieufności i przyjmowali go bez entuzjazmu, a nawet trochę podejrzliwie (9, 26). Wkrótce jednak Paweł uwierzytelnił się w oczach braci nie tylko pięknymi słowami, czy deklaracjami, lecz przede wszystkim konkretnymi czynami, szczególną delikatnością, jaką okazał wobec potrzeb macierzystej wspólnoty. Zbiórka przez niego zorganizowana i przeprowadzona za szczególną miłością (por. 2 Kor 8-9) była wymownym świadectwem komunii braterskiej ze wspólnotą w Jerozolimie. Potem w czasie ostatniej wizyty Pawła w Jerozolimie stosunek do niego uległ całkowitej zmianie. Łukasz pisze: Kiedy znaleźliśmy się w Jerozolimie, bracia przyjęli nas z radością” (21, 17). Wysłuchawszy Pawła, starsi uznali działanie Boże i wielbili Boga (21, 20).

            Oto przesłanie, które dzisiaj do nas dociera: TRWAĆ W CHRYSTUSIE, SPRAWIĆ, ABY ŻYCIE BYŁO OWOCOWANIEM, CZYLI KONKRETNYM PRAKTYKOWANIEM MIŁOŚCI.

ks. dr Ryszard Kempiak sdb