Komentarz do Słowa Bożego 6 Niedziela Wielkanocna

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA

Dz 10, 25-26.34-35.44-48; Ps 98; 1 J 4, 7-10; 

J 15, 9-17

Jezus powiedział do swoich uczniów: “Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby Ojciec dał wam wszystko, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.

            Po ostatniej niedzieli, kiedy słyszeliśmy o relacji pomiędzy winnym krzewem i latoroślą, wydaje się niemożliwe, aby dodać do tego coś jeszcze, mianowicie że pomiędzy nami i Jezusem może istnieć jedność jeszcze głębsza. Ale słowo Boże, dopiero co przeczytane, pokazuje nam głębsze wymiary i otwiera nowe horyzonty dla naszej więzi z Jezusem.

            Słowa, które Jezus skierował do nas – przypominam – to fragment Ewangelii o pożegnaniu, ostatnia przed Męką mowa Jezusa do apostołów. Gdy przychodzą trudne chwile rozstania, często bezradnie, bo i tak niczego to nie zmieni, szukamy pociechy w słowach. Pan Jezus nie jest inny. On także, jak każdy człowiek, doświadcza bólu odejścia. Wie, że odtąd już nic nie będzie takie samo. Zmieni się sposób spotykania z uczniami. Nie będzie wspólnego wędrowania po drogach Galilei, a Jan już nie złoży głowy na Jego piersi. Tak potrwa przez jakiś czas, aż do zmartwychwstania umarłych i Jego powtórnego przyjścia. Uczniowie niczego nie rozumieją, są zaniepokojeni. Nie wiedzą, że czas rozstania będzie dany dla ich wzrostu.

            Słowa pożegnania Jezusa stają się – jak słyszeliśmy – coraz serdeczniejsze i cieplejsze. Dają wyraz ludzkiemu przywiązaniu, intymności i dobroci, wszystkie te uczucia zawiera miłość Jezusa. Mistrz zwraca się do uczniów w nowy sposób, nadaje im tytuł przyjaciół. Krzew winny i latorośle są ze sobą zjednoczone w sposób najbardziej wewnętrzny i istotny, jaki można sobie wyobrazić. Brakowało jednak czegoś, aby ta jedność była doskonała. Są one zjednoczone, ale nie wiedzą o swoim zjednoczeniu, będąc nieożywionymi i pozbawionymi świadomości. Dlatego Jezus pozostawia ten obraz, jak i wszystkie inne przenośnie pochodzące z natury: o świetle, bramie, chlebie, i mówi swoim uczniom: „Jesteście moimi przyjaciółmi. Nie nazywam was sługami, ale przyjaciółmi” (por. J 15, 14-15). Przyjaciele są ze sobą nie tylko zjednoczeni, ale wiedzą o tym i tego pragną.

            Przyjaźń ze swej istoty jest zawsze wzajemna. Przyjaźń tworzy równość w nierówności. Jezus nazywając apostołów przyjaciółmi, traktuje ich jak równych sobie, zniża się do ich poziomu, wynosząc ich na swój poziom.

            Znany kaznodzieja – O. Raniero Cantalamessa – jednego razu wyznał: „Jakże wiele razy czytałem i komentowałem te słowa! Jednak raz podczas nocnego czuwania, gdy czytano te słowa z Ewangelii Jana poczułem się tak, jakbym czytał je po raz pierwszy. Były one dla mnie nowe. Jakby zasłona opadła mi z oczu i zadrżałem. Jezus z Nazaretu, Syn Boży, nazwał mnie swoim przyjacielem! A więc naprawdę jestem przyjacielem Jezusa z Nazaretu! Spędziłem resztę wieczoru powtarzając sobie oszołomiony: „Nazwał mnie przyjacielem, nazwał mnie przyjacielem! Jestem przyjacielem Jezusa z Nazaretu!” Wydawało mi się, że mając taką wewnętrzną pewność, mógłbym latać nad dachami miasta. Nie trwało to długo, ale pozwoliło mi zrozumieć, co ukryte jest pod oczywistymi słowami Ewangelii i jakże często jesteśmy tego nieświadomi.”

Jezus nazwał swoich uczniów przyjaciółmi…! A On, jak wiemy, nigdy nie mówił pustych słów, tylko po to, aby mówić. Nam zdarza się nazywać przyjacielem i przyjaciółką różne osoby bez nadawania tym słowom odpowiedniej wagi, ale Jezusowi nie. Przyjaźń, jak powiedzieliśmy wiąże się z zaufaniem. Jezus nazywa nas przyjaciółmi, ponieważ – jak mówi – „Oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15, 15).       Powierzył nam wszystkie tajemnice, które znał jako Bóg. Zostaliśmy wprowadzeni w tajemnicę życia Bożego i myśli Boga, przez Jezusa, który, jak syn, przyprowadza swoich małych przyjaciół do domu. Ewangelia jest objawieniem ludziom Bożych tajemnic, dlatego święty Paweł mógł powiedzieć, że nie jesteśmy już obcymi i przychodniami, ale domownikami Boga (por. Ef 2, 19).

Przyjaźń Jezusa jest dla nas tajemnicą do odkrycia, która może zmienić naszą postawę wobec Ewangelii. Życie chrześcijańskie jest w swojej istocie przyjaźnią z Jezusem i w tym duchu powinno być przeżyte. Nie w duchu służby, tzn. z lękiem, ale w duchu przyjaźni, z miłością. Jan Ewangelista, który jest takim właśnie „przyjacielem Jezusa” (uczeń, którego Jezus miłował), głosi nam w wielu miejscach odkrycie, jakiego dokonał: Przykazania Jego nie są ciężkie (1 J 5, 3). Dokonał tego odkrycia, kiedy zrozumiał, czym jest przyjaźń. I mówi to właśnie o tych przykazaniach, które wydają się nam przygniatające. Przyjaźń z Jezusem powinna stać się naszym życiowym ideałem i dążeniem.

            Przyjaźń, jak powiedziałem, wymaga wzajemności. Wręcz ją tworzy. Nie przetrwa zbyt długo, jeżeli nie jest odwzajemniona. Prawdą jest, że Bóg nie może wyprzeć się i wycofać ze swojej przyjaźni, ale jeśli pozostanie ona nieodwzajemniona, na nic się nie zda. Jezus również Judasza traktował jak przyjaciela. Kiedy przyszedł on pocałować Go i zdradzić, powiedział: „Przyjacielu, po coś przyszedł” (Mt 26, 50). Ale do czego Judaszowi przyda się to, że Jezus w dalszym ciągu traktuje go jak przyjaciela, jeśli on nie jest Jego przyjacielem? Musimy zatem troszczyć się o odwzajemnienie się Jezusowi. Jak nie pokochać kogoś, kto tak bardzo nas kocha?

            Uczniów ma przynaglać miłość, a nie tylko poczucie obowiązku. Odnosi się do nich to, co zawiera stare przysłowie o miłości: Nic nie jest za wiele dla tego, kto kocha. Uczniowie mają być przyjaciółmi Jezusa, ich myśli i działania mają zmierzać do wypełnienia wzoru, który pozostawia im Osoba Przyjaciela.

            Nie wolno nam – w tej refleksji – przeoczyć, że cały wywód Jezusa podsumowują słowa: „To jest moje przykazanie: Miłujcie się wzajemnie!” (15, 12). Tytuł przyjaciela, który przypomina uczniom o tym, że weszli z Nim w nową, szczególnie bliską relację, pojawia się w kontekście całości jako motywacja tego, że przez nią weszli także względem siebie w nowy i ścisły stosunek. Teraz muszą uważać się wzajemnie za przyjaciół. Jeden wytyczony cel, jeden zamysł, wspólne dzieło mają odzwierciedlać się w nich, aby byli jedną duszą. Doświadczą wówczas jak miłość braterska ułatwia pracę, a połączone siły szybciej i skuteczniej osiągają wspólny cel. Pan nie chce widzieć swych apostołów pracujących obok siebie bez wzajemnej miłości, cała ich działalność musi nosić pieczęć wspólnoty, dlatego że w Jezusie są oni jednością myśli i uczuć.

            Jezus przypomina jeszcze raz uczniom cel i treść Swego stanowiska oraz posłannictwa: „Żebyście szli i owoc przynosili.” Ale w trosce o owoce pracy nie wolno uczniom zapominać, że wszystko ma być podporządkowane najważniejszej sprawie – miłości braterskiej. Zaangażowanie dla Królestwa Bożego nie może przerodzić się w walkę konkurencyjną, w której pomniejsza się wartość cudzych osiągnięć, a na niezaprzeczalne osiągnięcia innego apostola patrzy się krzywym okiem. Miłość panuje tylko tam, gdzie mieszka prawdziwa pokora; tylko tam, gdzie decyduje miłość, zapewniona jest jedność posłańców Chrystusa, a ich misja osiąga zamierzony cel. Zdanie: „To wam nakazuję: Miłujcie się wzajemnie!” jest autentyczną wykładnią całego fragmentu.

            Pomyślmy, Pan Jezus wygłasza mowę pożegnalną po wyjściu Judasza z Wieczernika. Uczniowie byli na uczcie, celebrowali braterstwo, celebrowali swoją bliskość z Jezusem. Była to ostatnia uczta – jakoś to czuli. Ale Judasz wyszedł. Ktoś, komentując ten fragment Ewangelii napisał, że Judasz wyszedł, bo miał ciągle wiele rzeczy do zrobienia i dlatego nie został, żeby celebrować braterstwo, przyjaźń, pożegnanie. Nie został, żeby celebrować Ostatnią Wieczerzę i pierwszą Eucharystię. Nie został, bo miał coś do zrobienia.

            My bardzo często mamy dużo do zrobienia jesteśmy ludźmi zabieganymi. Dzisiejszy styl życia wymaga od nas nieustannego zachodu, rozgorączkowania i zabiegania. Bywa tak, że w dobrej wierze zabiegamy o mnóstwo rzeczy, zapominając o najważniejszych. Celebrujmy nasze relacje. Miejmy czas dla Jezusa i dla siebie. Miejmy czas dla innych, rozmawiajmy.

            Jezus odchodząc nie chce, by miłość uczniów doznała uszczerbku, ale by zrozumieli, że ta wyjątkowa relacja z Nim nie jest ich własnością. Miłość, która do tej pory była tylko dla nich, winna rozszerzać się na cały świat. Mają głosić Zmartwychwstałego i cieszyć się z tego, że jest kochany również przez innych.

Jednym z najpiękniejszych życzeń Świętego Pawła jest: „Niech Słowo Chrystusa w was przebywa z całym swym bogactwem.” Życzę, aby to Słowo o przyjaźni Jezusa trwało w nas zawsze i aby mobilizowało nas do wzajemnej miłości.

ks. dr Ryszard Kempiak sdb