Komentarz do Słowa Bożego Zesłanie Ducha św.

UROCZYSTOŚĆ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

Dz 2, 1-11; Ps 104; 1 Kor 12, 3b-7.12-13; 

J 20, 19-23

Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane»

            Pochylamy się nad Słowem, które jest ożywiane przez Ducha Świętego. W Duchu Świętym słowo Boże, które do nas dociera staje się żywe. Pismo pełne jest Ducha Świętego, więc tam właśnie możemy Go odkrywać. Biblia jest uprzywilejowanym miejscem Jego obecności. Zbliżając się dzisiaj do Biblii, chcemy się zapytać, co ten żywy Duch, mówi Kościołowi, co znowu pragnie nam powiedzieć. I to jest – zdaję sobie sprawę – najtrudniejsze i najniewdzięczniejsze zadanie, jakiego się podejmuję. Ludzie chętnie by nawet posłuchali o Duchu Świętym, o Jego darach i charyzmatach. Gorzej jest natomiast ze słuchaniem Ducha, szczególnie wówczas, gdy surowo wytyka błędy, zaniedbania, i wzywa, aby się nawracać.

            Pragnę, aby przez te refleksje, pogłębiła się w nas świadomość chrześcijaństwa, którego „siłą napędową” jest Duch Jezusa zmartwychwstałego. Niech ukształtuje się w nas prawidłowy obraz życia chrześcijańskiego: jako życia według Ducha, a nie według ciała… To właśnie życie w Duchu Świętym czyni nas wielkimi i szlachetnymi; takiego życia powinniśmy życzyć sobie nawzajem. To jest pragnieniem Kościoła – aby dary Ducha Świętego: pobożności, mądrości, bojaźni Bożej, rady, wiedzy, rozumu i męstwa – zostały wylane na wszystkich ludzi.

W dzień Pięćdziesiątnicy, kiedy to narodził się Kościół, Zmartwychwstały Chrystus z Ewangelii Janowej udziela nam bardzo ważnej lekcji. Liczy się Jego słowo i gest. Słowem tym jest najwspanialsze życzenie, jakie człowiek może i pragnie usłyszeć: „Pokój wam”. Z pewnością Chrystus wypowiedział słowo shalom, które nie zabrzmiało w tym momencie jako najzwyklejsze żydowskie pozdrowienie, ale nabrało nowego znaczenia. Jest to pokój Zmartwychwstałego, to realny dar, nie taki, jaki daje świat (J 14, 27). „Pokój wam” – to znaczy: nie jesteście sami, nie lękajcie się. Nieważne, że mogą przyjść trudności, cierpienie, śmierć męczeńska. Czuwa nad wami Duch Boży – moc Boża. Wszystko obróci się ku dobremu. Pokój – to obudzenie świadomości, że jesteśmy w potężnych rękach Boga. Jak bardzo nam potrzeba takiego pokoju, kiedy tyle ogarnia nas lęków. Pokój, jaki daje Jezus, jest pokojem Bożym, a nie świętym spokojem w ludzkim rozumieniu, wypoczynku, wygodnictwa, mieszkania opłaconego na kilka lat z góry. Jest ciągłym dramatem, walką o to, żeby okazać charakter w trudnościach, w cierpieniach pokazać, że umiemy kochać, w chwilach lęku przed śmiercią udowodnić, że nie boimy się jej, ponieważ zbliżamy się do Boga. Pokój Boży pozwala opierać się na wierze w Boga w największych trudnościach.

Po słowie przychodzi czas na gest: „pokazał im ręce i bok”. Blizny na ciele Chrystusa są znakiem, który podkreśla łączność miedzy Ukrzyżowanym a Zmartwychwstałym. Nie ma poranka wielkanocnego bez Wielkiego Piątku. Jakby Jezus chciał powiedzieć: To ta sama miłość zwyciężyła!!! Co więcej, że ta miłość raz na zawsze objawiona na Golgocie pozostaje między nimi. Jedyną reakcją człowieka wobec daru pokoju i miłości jest radość: „Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana”.

Potem Jezus tchnął na nich i powiedział: Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam (J 20,21). „Weźmijcie Ducha Świętego!” (J 20, 22). Duch Święty wstrząsnął wieczernikiem. Apostołowie wcześniej bezradni stali się raptem zaradni, bojaźliwi stali się nagle odważni, nie wiedzieli, co robić – teraz mieli aż za dużo do roboty. Duch Święty potrafi nagle uczynić coś nieoczekiwanego, chociaż Go nie widzimy i nie pojmujemy! Słysząc dzisiaj tyle o roli Ducha Świętego, zapewne boli nas fakt, że wielu chrześcijan obywa się bez Ducha Świętego, nie troszczy się o swój duchowy rozwój, ignoruje Boże natchnienia, nie rozpoznaje darów Ducha w swoim życiu. I to jest właśnie wielki ból Kościoła – Duch Święty, dawca bogactwa darów, jest wielkim nieznanym, nie tyle z punktu widzenia doktrynalnego, ile z punktu widzenia praktycznego. Wielu ludzi – być może często także my – działa na własne konto, liczy na własne siły. Dary Ducha Świętego są w nich uśpione, niewykorzystywane, nie ujawniają się w ich życiu.

 Ci, za którymi Jezus prosił Ojca, aby „uświęcił ich w prawdzie” (17, 17) i „zachował ich w Swoim imieniu” (17, 11), muszą być napełnieni Duchem Świętym, który jest „warunkiem” powodzenia misji. Zesłanie Ducha Świętego jest więc nowym „aktem stworzenia”, które nie dotyczy już tylko jednego człowieka, ale powołuje do życia grupę ludzi – Kościół.

            Kościół powstał z daru Ducha Świętego. W rzeczywistości bowiem tak jak wcielenie Syna Bożego dokonało się za sprawą Ducha Świętego i przy współpracy Maryi, tak również Kościół zrodził się z daru Ducha zesłanego na całą wspólnotę zgromadzoną z Maryją, Matką Jezusa i Matką wszystkich Jego uczniów. Pragnąc stanowić Kościół winniśmy stawać się ludźmi otwartymi na działanie Ducha Świętego. Tym bardziej, iż żywotność Kościoła jest proporcjonalna do wierności, z jaką słucha on głosu Ducha Świętego i idzie za Nim.

W Dziejach Apostolskich – nazwanych Księgą Ducha Świętego – czytamy, że „Nagle dał się słyszeć z nieba szum” (Dz 2, 2). Pamiętajmy, że Duch nie przychodzi na skutek wysiłku i koncentracji naszej psychiki. TO SAM BÓG DZIAŁA. Apostołowie przygotowali się przez dni milczenia, skupienia, spokoju, lectio divina, i Duch przychodzi z wysoka. To dar niespodziewany, nie zaprogramowany, udzielony z obfitością każdemu, kto się z pokorą nań przygotowuje w wewnętrznym wyciszeniu i przez czytanie Pisma Świętego.

„Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden” (Dz 2, 3). Ten symbol oznacza przede wszystkim, że Duch jest darem zespalającym, umożliwiającym nawiązanie kontaktu między ludźmi. Szatan dzieli, wznosi mury nieporozumienia między ludźmi – Duch zaś otwiera wszelkie granice. Pamiętajmy, że Duch zstępuje na Apostołów po to, aby z Jego daru mogli korzystać wszyscy obecni i wszyscy oddaleni, każdy człowiek żyjący pod słońcem. Duch Święty jest misjonarski.

Od zesłania Ducha trzeba koniecznie przejść do życia według Ducha. Od dnia pięćdziesiątnicy” (Dz 2, 1) do każdego dnia” (Dz 2, 47). Działanie Ducha nie objawia się tylko przez zadziwiające znaki charyzmatyczne. Nie daje się odczuć tylko w błyskawicach, grzmotach i trzęsieniu ziemi, lecz także w lekkim powiewie codzienności. Dlatego zaraz po opowiadaniu o zesłaniu Ducha Świętego Łukasz z podziwem i entuzjazmem opisuje życie pierwszych chrześcijan we wspólnocie jerozolimskiej. Od opisu wydarzenia jednorazowego przechodzi do opowiadania o życiu stałym i codziennym; od wydarzenia pięćdziesiątnicy przechodzi do opisu życia w duchu pięćdziesiątnicy.

Działanie Ducha w życiu pierwszych chrześcijan wyraża się w zasadniczych momentach życia wspólnotowego: w wytrwałym słuchaniu słowa, w komunii wiary i dóbr, w łamaniu chleba i modlitwie. Duch Święty nadaje ich wzajemnym stosunkom ton radości i pokoju, pogody i ufności. Ich sposób życia i radość wzbudzają podziw w tych, którzy ich obserwują. Jest to także pewna forma świadectwa i głoszenia. Skutek jest widoczny: „cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia” (Dz 2, 47-48). „Słowo Pańskie rozszerzało się po całym kraju […], a uczniów napełniało wesele i Duch Święty” (Dz 13, 49-52).

Patrząc na skuteczność świadectwa apostołów, nasuwa się nam spontanicznie odniesienie do teraźniejszości i zadajemy sobie pytanie: Czy wówczas, kiedy widzimy małą skuteczność naszej katechezy i naszego apostolstwa, analizujemy tylko przyczyny pochodzące ze współczesnego społeczeństwa i weryfikujemy metody naszego działania czy też badamy, jaka jest nasza więź z Duchem, który jest Mistrzem życia wewnętrznego, bez którego pomocy my sami nie możemy mieć głębokiej znajomości Chrystusa?

            Czy współcześnie w XXI wieku wiara Kościoła jest tak słaba, że nie dzieją się rzeczy nadzwyczajne, czy może zagubiła się gdzieś wrażliwość na działanie Ducha Świętego, którego dary otrzymaliśmy w Sakramencie Chrztu i Bierzmowania? Kim jest dla nas Duch Święty? Czy nie jest On wśród nas chrześcijan wciąż jeszcze kimś nieznanym? W wielu zaś miejscach Pismo Święte i życie Kościoła mówią jasno o tym, że bez Ducha Świętego nie jest w ogóle możliwe życie chrześcijańskie. Bez Niego nie jesteśmy w stanie iść prawidłową drogą.

Przez wylanie Ducha zostaje dopełnione misterium zbawienia. Jeżeli wcielenie pozwoliło nam doświadczyć tajemnicy Boga z nami, Pascha tajemnicy Boga dla nas, to pięćdziesiątnica pozwala nam doświadczyć tajemnicy Boga w nas. Kościół w ciągu historii ma dojrzewać i wzrastać w doświadczeniu, że Duch w nim mieszka. Od oczekiwania na przyjście Ducha przechodzi do stania się mieszkaniem Ducha. W milczący i dyskretny sposób Duch działa we wnętrzu człowieka wierzącego, stwarzając w nim coś w rodzaju wewnętrznego instynktu, który pozwala mu wyczuwać to, czego chce Bóg w jego życiu, chwila po chwili. Jeśli modlimy się – to On w nas rozbudził iskierkę modlitwy; jeśli idziemy do spowiedzi – On w nas rozbudził takie pragnienie; przyjmujemy komunię świętą – On nas do tego doprowadził. Cokolwiek więcej rozumiemy z Ewangelii – On nam to podpowiedział. Czynię coś dobrego, żyję dla kogoś, nie tylko dla siebie – to za Jego sprawą. Jesteśmy realnymi ludźmi, a żyjemy stale w kontakcie z tajemniczym, niewidzialnym, niepojętym Duchem.

Są wzniosłe, czcigodne modlitwy do Ducha Świętego, jest i prosta, ta ks. Twardowskiego i nią zakończę: Duchu Święty, ni z tego ni z owego, tchnij na nas, dmuchnij na całego.

ks. dr Ryszard Kempiak sdb