Komentarz do Słowa Bożego 14 Niedziela

XIV NIEDZIELA ZWYKŁA

Ez 2, 2-5; Ps 123; 2 Kor 12, 7-10; 

Mk 6, 1-6

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: “Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: “Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

            Dokonawszy licznych cudów w Kafarnaum i wokół Jeziora Galilejskiego, Jezus udał się wraz z uczniami – oni stanowią Jego prawdziwą rodzinę (Mk 3, 33n) – do swojego miasta, do Nazaretu, między swoich. W szabat Jezus udał się do synagogi, aby ze swoimi ziomkami spędzić czas na modlitwie, na słuchaniu Słowa Bożego. Ono było dla Niego najważniejsze.

Wieść o Nim już dotarła do Nazaretu, a więc nic dziwnego, że w ten szabat, właśnie Jezus zaczął nauczać w synagodze. Najprawdopodobniej, zgodnie z rytuałem synagogalnej lectio divina, podano Mu tekst biblijny, który przeczytał i potem wyjaśniał. Otrzymanie księgi, otwarcie jej, zamknięcie, oddanie jej usługującym po odczytaniu, zajęcie miejsca na ławie, aby dokonać objaśnienia wybranego fragmentu i wreszcie postawa ludu, wpatrzonego w Jezusa, odpowiadają różnym momentom synagogalnej lectio divina.

            Wszyscy „zdumiewali się i pytali skąd Jemu to?” Chodziło o mądrość i moc. Pytali dalej: „Nie jest On cieślą?” „Nie jest On „synem Maryi”? Czy nie znamy Jego braci Jakuba i Józefa, Judę i Szymona? Czy Jego siostry nie są wśród nas? Uczestnicy liturgii synagogalnej wiedzieli o Jezusie wszystko: co czynił, co mówił i kim był.

            Zawód Jezusa, podobnie jak zawód Józefa, jest określany tym samym słowem: tekton, które zwykliśmy tłumaczyć jako „cieśla”. W odniesieniu do nich obu słyszymy to słowo w Ewangelii w tym samym miejscu, podczas wystąpienia Jezusa w Jego rodzinnej synagodze w Nazarecie. Jego ziomkowie gorszą się i mówią (6, 3): „Czy nie jest to cieśla?” Możemy przyjąć, że Jezus wyuczył się zawodu od Józefa, zgodnie z regułą, jaką mamy poświadczoną w odniesieniu do późniejszego judaizmu rabinistycznego, w myśl której ojciec miał obowiązek nauczyć syna jakiegoś rzemiosła. Rabinistyczna sentencja brzmi: „Kto nie uczy syna rzemiosła, ten uczy go rozboju”. Sądzę jednak, że termin grecki tekton lepiej tłumaczyć przez słowo „rzemieślnik”, które w tamtych czasach oznaczało robotnika, który zarabiał na życie pracą fizyczną i mógł zajmować się zarówno pracami w metalu, jak i w drewnie. Rzemieślnik był pracownikiem „do wszystkiego”. Józef więc był rzemieślnikiem. Pełniejsza znajomość historycznych uwarunkowań Świętej Rodziny wskazuje na to, że św. Józef był robotnikiem najemnym i pracował przy budowie wznoszonej podówczas przez Heroda Antypasa stolicy Galilei – Sefforis. Pod względem zewnętrznym niczym się nie odróżniał od tysięcy innych robotników najemnych.

            W Nazarecie zawód Józefa nie cieszył się zapewne poważaniem czy specjalnym uznaniem, ponieważ powoływano się nań, aby odeprzeć mesjańskie roszczenia Jezusa. Byłoby rzeczą o wiele bardziej zrozumiałą, gdyby ojciec Mesjasza był intelektualistą, człowiekiem biegłym w znajomości Pisma, doktorem prawa. Dzięki swym studiom mógłby przygotować Syna do misji nauczycielskiej i wówczas ta misja wydałaby się ludziom mniej wątpliwa. Zawód „cieśli” dyskredytował zarówno Józefa, jak i samego Jezusa. Mieszkańcy Nazaretu szybko przestali podziwiać Jezusa, a bardziej nurtowało ich, dlaczego Bóg objawia się właśnie w „Nim”, a nie wybrał kogoś innego, bogatszego, szlachetniejszego lub bardziej uczonego? Mądrość, najwyższy przymiot Boga, jak może przebywać w „tym” biednym ciele podobnym jak nasze, które dobrze znamy? A cuda (dosłownie „moce” Boże), jak mogą być dokonywane przez Jego ręce robotnika? Dziwili się, że taki zwykły człowiek, syn Miriam i Józefa, stolarza, opowiada im rzeczy niezwykłe.

Wtedy w Nazarecie, choć wielu Jezusa słuchało i zdumiewało się Jego nauką, to nie został jednak tam przyjęty otwartym sercem. Marek pisząc nam o tym zdawał sobie sprawę, że słowa wypowiadane przez rodaków Jezusa, wynikały z niewiedzy na temat prawdziwego Jego pochodzenia. To wprowadziło podstawową trudność – posłanie Jezusa – dla wielu przestało być autorytetem. Przecież to „jest tylko Syn Maryi”. W takiej sytuacji powątpiewali o Nim. On zaś powiedział: „Tylko w swojej ojczyźnie może być prorok tak lekceważony…” Gorzkie stwierdzenie odrzucenia przez Izrael, za którym zarysowuje się odrzucenie przez całą ludzkość. Przyszedłszy do swoich, nie został przyjęty! Z Jezusem znajdujemy się wobec zgorszenia „Boga, który stał się ciałem”, który podlega prawu ludzkiego zmęczenia i potrzeby, pracy i pożywienia, czuwania i snu, życia i śmierci. Wyobrażamy Go sobie i chcemy Go innego.

Jest to jedna z tajemnic dziejów zbawienia. Ludzie nie lubią, gdy Bóg przemawia do nich przez rodaków. Odrzucają wówczas orędzie Boga i tego, który je przekazuje. Nie są w stanie zatrzymać się nad mądrością przekazanego słowa, lecz oceniają je według posłańca. Powtarza się to w Starym, jak i Nowym Testamencie. Jezus został odrzucony, jak odrzucono proroka Bożego, Ezechiela. Obaj padli ofiarą niewiary i prześladowań ludzi „o zatwardziałych sercach” (Ez 2, 4).

Dlaczego mieszkańcy Nazaretu nie słuchali Jezusa? Nie przyjęli Go? Najprawdopodobniej dlatego, że zagrożone zostały pewne ich interesy, że nie spełnił ich nadziei oraz oczekiwań. Jakie zawiedzione nadzieje, jakie zagrożone interesy mogą przeszkodzić nam w przyjęciu Jezusa jako wyzwoliciela, jako jedynego Zbawiciela i Pana? Prorok z Nazaretu zjawia się i wśród nas, aby do nas mówić za pośrednictwem swoich zastępców. My ich słuchamy, obserwujemy. Raz nie bierzemy ich poważnie, gdyż to są obcy, kiedy indziej dlatego, że są domownikami. Raz dlatego, że według nas ich mowa nie ma odpowiedniej treści, kiedy indziej – że ma słabą formę. Robimy tak zwłaszcza wtedy, kiedy mocno dotykają naszych opinii, naszego nastawienia, naszych bogactw, czy naszych wygodnie wychodzonych ścieżek. Los proroka jest zawsze ten sam. „Czy nie jest to cieśla, syn Maryi…?” Czy to nie jest jeden z nas? Czy Jego słowo nie jest takie, jak nasze? Dlaczego więc mielibyśmy się podporządkować? Mieszkańcy Nazaretu nie potrafili się przyznać, że i oni potrzebują uzdrowienia. Zamiast powierzyć swoje życie Jezusowi, „powątpiewali o Nim” (Mk 6, 3).

Zawsze tacy jesteśmy: nie przyjmujemy proroka, jeśli nie jest głośny, hałaśliwy. Nie patrzymy na jego zgodność życia, na prawość ducha, na święte i sprawiedliwe dzieła, jakich dokonuje i jakich uczy dokonywać. Rodacy Jezusa zastanawiają się nad pochodzeniem cudów i mądrości, z jaką przemawia, ale nie otwierają się na tajemnicę Jego osoby. Znaki, które powinny odsłonić tożsamość Jezusa, stają się przeszkodą w ich wierze i zamykają ich w niedowierzaniu. Co więcej, sam Jezus jest przeszkodą, ponieważ dla nich jest tylko „synem cieśli”. Jezus, jako Chrystus, chciał przybrać swoją ludzką postać właśnie od takiego człowieka. Wraz z człowieczeństwem Syna Bożego praca człowieka została ogarnięta tajemnicą wcielenia, została odkupiona, aby stać się drogą zbawienia dla każdego człowieka, który żyje nią z wiarą.

Za czasów Jezusa prorok był człowiekiem, przez którego Bóg mówił niekoniecznie o tym, co się zdarzy, ale o tym, co jest bardzo ważne dla człowieka. Dzisiaj też są między nami prorocy, którzy do nas mówią. Czasem Bóg chce nam coś przez nich powiedzieć. Często zagłuszamy ich i lekceważymy. Nie chcemy słuchać tych, którzy mówią o poświęceniu, cierpieniu w duchu Ewangelii. Taki już jest los proroków, że gdy przychodzą, by przekazać słowo od Boga, spotykają się często z ”ludem buntowników”, ludem o ”zatwardziałych sercach”.

Na mocy sakramentu chrztu wszyscy uczestniczymy w misji prorockiej Kościoła i z mocą otrzymanego Ducha Świętego, sami mamy mówić innym o Bogu i mamy starać się żyć według słów Jezusa. Nie wolno nam pójść na żaden kompromis, bo nie jest sprawą proroka, czy zostanie wysłuchany, czy też nie. Prawdziwy Prorok nie poszukuje społecznego poparcia dla swoich słów. Słowa, które głosi, nie należą do niego, a on jest jedynie posłańcem. Ma wypełnić swoją misję. Gdy dajemy świadectwo o Chrystusie, nie oczekujmy na pochwałę, ale też nie przejmujmy się krytyką. Bądźmy natomiast świadomi, kim jesteśmy. Głosiciel Ewangelii nie jest nauczycielem, ale świadkiem; głosi Jezusa Zbawiciela i składa świadectwo o tym, co widział i słyszał. Nie tylko wie, że Bóg jest miłością, ale przeżył osobiste i niepodważalne doświadczenie bycia umiłowanym bezwarunkowo. Już wcześniej spotkał się z Jezusem, uznał Go za swego Zbawiciela i Pana całego swego życia i ogłosił to. Bądźmy prorokami!

ks. dr Ryszard Kempiak sdb